Darowanemu dziennikowi zajrzałem pod język
Za lekturę bezpłatnych dzienników biorę się rzadko, bo nawet gdy siedzę w metrze, potrafię znaleźć sobie ciekawsze zajęcie niż zabijanie czasu przeglądaniem papierowego kontentu trzeciego sortu. Sprawdzam powiedzmy raz na rok, czy przypadkiem coś się nie poprawiło. I zawsze, niestety – nie. Dzisiaj znów się skusiłem. Dlaczego? Podobno bezpłatne dzienniki mają się w tym kryzysie zupełnie nieźle, bo zdruzgotani czytelnicy z coraz chudszymi portfelami przestają co prawda kupować Wyborczą, Rzepę, czy Fakt, za to szukając tańszych zamienników, chętniej sięgają nie tylko do portali, ale i po rozdawane na ulicach gazetki darmowe. Pomyślałem sobie – skoro tak, to może wreszcie wydawcy tych ostatnich zaczęli trochę dbać o jakość tego co „rozdają”. Z tą myślą wyciągnąłem rękę po „Echo miasta”. Początek był obiecujący, bo usłyszałem bardzo miłe „Dziękuję”. No, widzę, standardy naprawdę wzrosły – dają za darmo i jeszcze dziękują. Za chwilę okazało się, że to jednak w tej bezpłatnej strefie norma – kolejne trzy osoby na schodkach równie miło dziękowały mi za wzięcie ulotek reklamujących „ich” szkoły językowe.
No właśnie, szkoły językowe… Wsiadłem do wagonika, drzwi zatrzasnęły się i w drodze do centrum zacząłem przeglądać „Echo miasta”. Cóż, norma. Niespecjalnie inspirujące i irytująco powierzchowne artykuliki na pierwszych stronach. Najciekawsze ukryło się jednak na stronie siódmej. Wywiad, pod tytułem „Gdzie się uczyć języków”. Jak co roku na początku września temat bardzo na czasie, więc zacząłem czytać z werwą. Szczególnie, że wprowadzenie sugerowało przekrojowe podejście do tematu. Cytuję: „Spośród szerokiej gamy szkoleń, najczęściej wybieramy kursy językowe. Pojawia się jednak dylemat: jak wybrać idealny kurs i szkołę, która spełni nasze oczekiwania”. I jeszcze nadtytuł: Rozmowa z Dianą Kozą ze Szkoły Języków Obcych Lexis (tu zapaliła mi się już czerwona lampka, ale na razie nieśmiało).
I pierwsze pytanie: „Jakimi kryteriami należy się kierować przy wyborze szkoły językowej”. Pani Diana odpowiada: „Dobra szkoła języków obcych zatrudnia wysoce wykwalifikowanych i doświadczonych lektorów, ma bogate zaplecze techniczne, duże doświadczenie w nauczaniu, bogaty pakiet kursów oraz dokłada wszelkich starań, aby proces nauczania był najefektywniejszy. Nasza szkoła spełnia te kryteria”
BINGO. Dalej następuje sześć pytań i odpowiedzi, które już wprost reklamują szkołę Lexis i jej konkretne usługi. Może jestem trochę staroświecki, ale przyznaję, że przez moment byłem nieco zszokowany. W sumie sprawdziłem pewnie z 10 razy czy gdzieś przypadkiem nie ma jednak etykietki, że to artykuł sponsorowany, sekcja sponsorska, czy wręcz po prostu reklama. Ale nie. Nigdzie. Nawet najmniejszą czcionką…
No właśnie. Czy to jest płatna reklama? Jeśli tak, to ja jako czytelnik jestem poważnie wkurzony, że ktoś w tak bezczelny sposób udaje, iż tak nie jest.
Ale może to po prostu efekt działania sprawnego PR-owca szkoły Lexis? Jeśli tak, to jako PR-owiec mogę tylko pogratulować koledze po fachu udanej „akcji” i darmowej reklamowej połówki strony.
Jako były dziennikarz pomyślałem sobie natomiast… (…) (…)
MaG
