Sukces 1.1

04-09-2009 | brak komentarzy

Rzecz działa się z tydzień temu, ale dopiero teraz doszedłem do siebie po tym co zobaczyłem. Chodzi o konferencję prasową premiera Donalda oraz Ministra Finansów zorganizowaną z okazji rewelacyjnej wprost sytuacji gospodarczej Polski. A raczej o jej PR-owy charakter mający na celu zaprezentowanie obywatelom naszego wspólnego narodowego sukcesu. No słabe to było i moment jakoś nie najlepszy.

W transmisji telewizyjnej można było zobaczyć, że polskie PKB w II kwartale 2009 było o 1,1 proc. wyższe niż w II kwartale ubiegłego roku. Dla wzmocnienia przekazu Polska została na mapie zaznaczona innym kolorem niż pozostałe europejskie kraje, które prezentowały się marnie ze swoimi spadającymi wskaźnikami.

Oglądałem to PR-owe przedstawienie jednocześnie wertując „Wyborczą” czy inną „Politykę” więc nie zapamiętałem dokładnie wszystkiego co było mówione, ale w skrócie przekaz był taki, że jest bardzo dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Wyjaśnienie jest proste: w czasie kiedy gospodarki wszystkich innych europejskich krajów w kryzysowej panice pikowały w dół, nasz kraj niczym Humprey Bogart w kapeluszu i z nieodłącznym papierosem w kąciku ust spoglądał na wszystko z drwiącym uśmiechem robiąc swoje. Wszystko zrobiliśmy dobrze, panice nie ulegliśmy i kryzys, który dobijał się do nas drzwiami i oknami musiał odejść jak niepyszny. Po prostu kryzysu w ogóle w Polsce nie ma, nie było i nie dotknął naszej gospodarki oraz działającyh w Polsce przedsiębiorstw. To w skrócie rzekł nasz premier do kamery i zgromadzonych w budynku warszawskiej giełdy żurnalistów.

W tym momencie patrząc w telewizor lekko się zafrasowałem (no dobrze – zwykle określam podobny stan przynajmniej jako „wpadnięcie w szał”). Moje „zafrasowanie” wzięło się z faktu, że obserwując to co dzieje się na polskim rynku pracy, nie zauważyłem tego czynnika 1.1 zaprezentowanego na ładnej mapie, a tym bardziej nie zauważyłem by kryzys, niczym niektóre burze, przeszedł bokiem. Zamiast tego od dłuższego czasu widzę tysiące ludzi zwalnianych z pracy, redukowane koszty w prawie każdym zakładzie pracy w jakim jeszcze pracują (wersja optymistyczna) lub do niedawna pracowali (wersja pesymistyczna) ludzie, z którymi rozmawiam.

Jeśli nie kryzys to co nas dotknęło w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy – festiwal sukcesu ?

Jakoś nie sądzę by społeczeństwo oglądające transmisję z tej konferencji w pośpiechu udało się do swoich kupionych na kredyt przepastnych lodówek by odkorkować szampany i tańczyć na ulicach z dzikim szale radości.

W pewnych sytuacjach nawet PR-owy hurraoptymizm musi mieć swoje granice.

PiJu


Skomentuj