Rewolucja w wizerunku
Jako czytelnik magazynu „Teraz Rock“ miałem przez lata wrażenie, że polskie zespoły rockowe zupełnie nie zwracają uwagi na to jaki wizerunek mają w mediach. Przykładowo czyta się wywiad z zespołem X. Można się domyślać, że chłopaki rockowe, z niejednej sceny „maderfakami“ rzucali, mówią składnie, ale patrzy się na zdjęcie i odechciewa się dalszego czytania, o słuchaniu muzyki już nie mówiąc. Dlaczego ? Bo na tym zdjęciu (ewidentnie zrobionym przez brata szwagra kuzynki Joli) nasi bohaterowie pozują na rockerów, a wyglądają jakby brali gościnny udział w Muppet Show. Albo zespół Y mówi w wywiadzie, że nagrał kolejną płytę, że jest ona lepsza od poprzedniej i bardziej od niej dojrzała. No to widać, że panowie przyłożyli się do swojej pracy czy swojego hobby. I byłoby wspaniale tyle, że z amatorskiej fotki wieje nudą gdyż wszyscy członkowie zespołu wyglądają jak na zdjęciu z rodzinnego przyjęcia u cioci Apolonii. Nie każdy amatorski zespół może wynająć fotografa i zrobić sobie profesjonalną sesję zdjęciowa, ale prawie każdy ma kolegę, który hobbystycznie zajmuje się fotografią. Domyślam się, że często nie zwracanie uwagi na zdjęcia wynika z faktu kontestacji komercyjnej strony działalności muzycznej, ale nie tędy droga w „rzeczywistości ciągłej sprzedaży“ (jak to ładnie ujęli panowie z Myslovitz w jednej ze swoich piosenek).
I nagle w październikowym numerze „Teraz Rocka“ widać czarno na białym i kolorowo na kolorowym, że jesteśmy świadkami nowej rockowej rewolucji. Rewolucji wizerunkowej. Gołym okiem można zauważyć, że polscy wykonawcy zaczęli zwracać większą uwagę na to jaki ich wizerunek pojawi się w mediach. Może to przypadek, a może coś więcej. Pierwszy z brzegu artykuł o zespole Sensorry. Jeszcze nie znam ich muzyki, ale patrząc na zdjęcie

Sensorry
chce mi się nimi zainteresować. Dalej zespół Ocean. Muzyki nie kojarzę ani trochę, natomiast porządne (nic wielkiego ale porządne wizerunkowo) zdjęcie skłania do zainteresowania się tym co mają do zaoferowania w sferze muzycznej. Zdjęcie powracającego po latach zespołu Rotary również nie wygląda najgorzej.

I takich przykładów w najnowszym numerze pisma jest więcej.
Bez odpowiednio stworzonego lub podrasowanego wizerunku wielu wykonawców (również tych mocno alternatywnych) nie zaszłoby tak daleko i pewnie nie mielibyśmy dzisiaj okazji słuchać ich muzyki. The Cure musieli stworzyć swój wizerunek gdyż inaczej jak sami mówili wyglądaliby jak The Village People (którzy również mieli perfekcyjnie stworzony, chociaż zabawny, wizerunek – do wglądu w necie). Nie byłoby również U2, które dzisiaj znamy, bez wizerunku stworzonego m.in. przez Corbijna. Także muzyka Nirvany nie brzmiałaby pewnie w naszych uszach tak fascynująco gdyby nie wizerunek zbuntowanego Cobaina na zdjęciach i cała alternatywna otoczka. Wizerunek rządzi chociaż na szczęście liczy się również muzyka.
PiJu

