Archiwum za miesiąc Grudzień, 2009
Przepraszam Panowie ! Naprawdę nie chciałem.
No i się porobiło. Tydzień temu zamieściłem na naszym blogu wpis o tym, że nie spodobały mi się nieczyste zagrywki reklamowe “Przekroju”. Odzew był szybszy niż się spodziewałem i naczelnictwo tygodnika odchodzi. Aż mi głupio. Ja tylko chciałem zwrotu 1,33 zł, a tu od razu takie drastyczne ruchy kadrowe. Gdybym wiedział, że dojdzie do tak gwałtownych posunięć to jakoś bym przełknął to oglądanie reklam i siedział cicho. Zwłaszcza, że wszystko co pisał w “Przekroju” Bartek Chaciński bardzo lubiłem, a do naczelnego Jacka Kowalczyka też nic nie miałem, bo pismo było naprawdę dobre. Teraz po tym co się stało pewnie w ciągu najbliższych dni dostanę od Wydawnictwa Przekrój przekaz pocztowy na kwotę 1,33 zł, ale smak zwycięstwa będzie gorzki jako, że nie jestem pewny, w którą stronę pójdzie magazyn po odejściu naczelnictwa. Teraz to już w ogóle nie wiadomo jak będzie. No trudno. Stało się. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Przepraszam Panowie ! Naprawdę nie chciałem !
PiJu
ŁubuDubu na podium!

Stało się i jeszcze raz się stało! Najpierw wbrew radom wrodzonej skromności
wystartowaliśmy w konkursie na Najlepszy Blog Firmowy Roku 2009.
A teraz okazało się, że to my mieliśmy rację, a nie ona.
Bo w kategorii “Blog Młody” wskoczyliśmy na pudło
Gratulujemy zwycięzcom! Oj, przyjrzymy my się teraz Wam bliżej, kochani…
Pełna lista nagrodzonych i TopDziesiątki blogów w poszczególnych kategoriach – TU.
Oszustwo, którego (jako czytelnicy) nie pożądamy
Mam prośbę do Wydawnictwa Przekrój o zwrot pobranej ode mnie nienależnie kwoty 1,33 zł. Suma ta została przeze mnie określona na podstawie wyliczeń związanych z podanymi poniżej szczegółami sprawy.
Otóż w dniu 8 grudnia 2009 r. w sklepie osiedlowym zakupiłem „Przekrój”, który w tym tygodniu okazał się jednak nie zwyczajnym cotygodniowym wydaniem, a katalogiem reklamowym. To, że zakupiłem nie „Przekrój” a „Katalog reklamowy Przekrój” okazało się jednak dopiero po uważnym przejrzeniu zawartości i nie było w żaden sposób zaanonsowane na okładce wydawnictwa.
W „Katalogu reklamowym Przekrój” jedną czwartą zawartości stanowiły nie treści redakcyjne, a zakamuflowana reklama ubrana w pseudo teksty, pseudo wywiady i pseudo informacje. Część tego katalogu reklamowego (kilkanaście stron) zajmowały „teksty” dotyczące technologii 3D. „Dziwnym” trafem w tej części znalazła się reklama spotu piwa Lech (dokładnie tak – nie jest to zwyczajny layout reklamowy, a po prostu zaproszenie do obejrzenia spotu reklamowego tego piwa zrealizowanego w technologii 3D) oraz pseudo-wywiad z twórcą tego spotu. Kolejnym reklamowanym towarem w tym trójwymiarowym miszmaszu jest wchodzący w grudniu na ekrany kin film Jamesa Camerona „Avatar” mający być początkiem ery trójwymiarowości w kinie. A wszystko to otoczone artykułami o technologii 3D, fotoreportażami różnych realizacji związanych z technologiami 3D i innymi tego typu działaniami mającymi na celu zamydlanie oczu czytelnikom gazety.
W „Katalogu reklamowym Przekroju” znalazły się również 4 strony reklamy urządzeń firmy Asus. Reklamy również nie oznaczonej jako reklama i mającej sprawiać wrażenie zwyczajnej treści redakcyjnej. Wsparte to jest dodatkowo klasyczną stroną reklamową na tylnej okładce katalogu.
Jako wierny czytelnik normalnego „Przekroju” czuję się po prostu oszukany. Toleruję reklamy w mediach gdyż zdaję sobie sprawę, że dzięki temu media te w ogóle do mnie docierają i mogę być ich odbiorcą. Czasem moja tolerancja na reklamę w prasie jest nadwyrężana, ale albo jest to zrobione w taki sposób, że nie podważa mojego zaufania do tego czy innego tytułu albo dotyczy to nieco innych tytułów niż „Przekrój”. Od „Przekroju” wymagałbym nieco więcej. Tylko tyle i aż tyle. Obserwowałem od jakiegoś czasu jak po zmianie wydawcy „Przekrój” zaczął obniżać loty, ale złożyłem to na karb okresu przejściowego i postanowiłem dać mu szansę jako czytelnik.
Teraz zaczynam się zastanawiać czy w przyszłym tygodniu udam się do sklepu po nowy numer. A dzieje się tak po raz pierwszy od wielu lat.
Tak czy owak mam nadzieję, że normalnie po ludzku Wydawnictwo Przekrój ureguluje wobec mnie czytelniczy dług w wysokości 1,33 zł. (PiJu)

Radiowy program lojalnościowy
Przemieszczając się w piątek przez przedweekendową Polskę słuchałem popołudniowej audycji w Trójce. Słuchałem i nie mogłem nadziwić się, że wciąż jest miejsce na tego typu radio i że wciąż można robić radio, które budują tak naprawdę pojedynczy słuchacze, a nie bezimienna masa określana jedynie jako taki czy inny procent udziałów w rynku. W przypadku Trójki trudno jest mówić o jakimkolwiek modelu biznesowym gdyż jako stacja publiczna, utrzymuje się ona w części z abonamentu. Można mówić o sukcesie utrzymywania się na radiowym rynku pomimo uderzeń z każdej strony, ciągłych roszad personalnych zarówno na dole jak i na górze oraz ciągłych zmian, które „normalne” radio pewnie położyłyby na łopatki. W przypadku Trójki, słuchacze czują się, w pewnym sensie, jak u siebie w domu, reagując na wszelkie niekorzystne zmiany nie wzruszeniem ramion czy przeniesieniem się na inną częstotliwość, tylko walką o swoje radio. Dlatego stacja ta jest również fenomenem jeśli chodzi o prowadzenie swego rodzaju długoterminowego „programu lojalnościowego” pozwalającego przywiązać konsumentów do swojej marki. Nawet kiedy do stacji komercyjnej odchodzi jeden z niekwestionowanych, potężnych filarów stacji (bo przecież kimś takim był z pewnością Marek Niedźwiecki), ta trzyma się jakby nigdy nic. Trójka liderem eteru już pewnie nie będzie, ale jeśli wciąż istnieje, to jest nadzieja na przetrwanie radia przez duże “R”.
PiJu
Inwestorskie relacje z mediami
Nasz pierwszy Konkurs Piękności
Stało się. Nasza wrodzona skromność bardzo odradzała, ale jakoś tak wyszło, że tym razem jej nie posłuchaliśmy. I startujemy w konkursie na Firmowy Blog Roku 2009. Okazało się, że jedna z kategorii to “blog młody”, prowadzony od 3-6 miesięcy, czyli jakby idealnie stworzona dla nas, więc startujemy
Po wstępnej selekcji Głównego Jurora znaleźliśmy się we właściwej fazie konkursu, w gronie 24 innych młodych blogów. Na pełną listę uczestników zerknąć można TU.
MŚP + PR = WM
Firmy z grupy określanej wspólną etykietką MŚP coraz częściej korzystają z zalet komunikacji public relations. Jednak, co by nie mówić, to nadal tylko wyjątki od reguły. Większość przedstawicieli tej grupy bądź w ogóle nie ma świadomości, że mogłoby, albo z różnych powodów myśli, że to nie dla nich… A przecież PR wydaje się stworzony właśnie dla nich – właśnie dla MŚP, których przeważnie nie stać na działania stricte reklamowe. Czemu więc nadal mówimy bardziej o wyjątkach, niż o regule?
Obstawiałbym, że chodzi tu o kilka nieporozumień wynikających z powszechnego na rynku nieprawidłowego … definiowania czym w ogóle PR jest.
Dość powszechne jest przekonanie, że „PR to tylko dla dużych”. Bo tylko duzi mają co komunikować dziennikarzom. No właśnie – dziennikarzom. PR jest u nas prawie tożsamy z MR (media relations). To nigdy nie było właściwe uproszczenie, ale przyjmowano je często, bo wiadomo było, że do konsumenta i tak dociera się właśnie przez media. Ale świat się zmienia: media zmieniły się w media 2.0, konsument w prosumenta, więc i PR musi się transformować w PR 2.0.
Właściwie powinniśmy ostatnie zdanie wyróżnić boldem. Bo to jest właśnie bodaj największa szansa jaką dostały w ostatnim czasie małe i średnie firmy. Dziś umiejętnie poprowadzony MR w nowych mediach i PR, rozumiany jako komunikacja z wszelkimi grupami z jakimi powinna się komunikować dana firma (a więc nie tylko media, ale też m.in. partnerzy handlowi, dealerzy, partnerzy serwisowi, a także blogerzy piszący o danej branży i, oczywiście, sam końcowy konsument/prosument), jest w stanie być dla małej firmy niesamowitym BIZNESOWYM DOPALACZEM.
I to wszystko daje się dziś zrobić stosunkowo niewielkimi nakładami finansowymi, dzięki urokom internetu i nowoczesnych narzędzi jakie on dziś oferuje.
Oczywiście „na dzień dobry” potrzebna jest dobra strategia, której należy się później w miarę ściśle trzymać, żeby działania nie wyrwały się spod kontroli, no i żeby te wydane pieniądze, choć niewielkie, były wydane sensownie.
Równolegle nie można zapominać o tradycyjnych mediach, na czele z przeżywającym dziś ciężkie dni „papierem”. One nadal potrafią zapewnić spory zasięg (chociaż coraz częściej ich odpowiedniki internetowe – dużo większy), a pozostaje jeszcze ekskluzywność i „wizerunkowość” papieru (chociaż z kolei zaistnienie w serwisie internetowym daje efekt „jeden klik do Twojej strony www”, a więc większą efektywność).
Tak zupełnie przy okazji wywrócił nam się tu kolejny mit. Ten mianowicie, że PR musi być drogi. Otóż właśnie nie musi być, bo naszkicowane wyżej zmiany w krajobrazie mediowym sprawiają, że dziś PR można prowadzić dużo taniej, a przy okazji dużo kreatywniej, niż jeszcze powiedzmy dwa lata temu. Tym samym staje się on dostępny także dla MŚP. Ba, nie dość, że dostępny, to właściwie staje się w pewnym sensie „koniecznością” – efekty mogą być bowiem tak duże, przy tak małej wymaganej inwestycji, że obciachem byłoby z takiej okazji nie korzystać.
MaG
(wpis jest “przedrukiem” mojego felietonu, który ukazał się w listopadowym numerze magazynu “Business Media”)
