Zdziwione miny władców
Obejrzałem film Tomasza Sekielskiego “Władcy marionetek”. TVN go strasznie reklamował wszem i wobec. Wszędzie można było o nim przeczytać a to, że odsłania kulisy, a to, że po raz pierwszy w polskiej telewizji, a to, że jeszcze nigdy i tego typu marketingowe wkręcanie.
Już zacząłem go szukać po necie w nadziei, że TVN ot tak w ramach uwielbienia internautów wpuścił go gdzieś za zupełną darmochę. Ale nie znalazłem i nagle przypadkiem trafiłem na film w telewizji jakoś w okolicach północy.
Widać, że narobił się Pan Tomasz, nałaził za ważnymi panami z ważnymi minami, nawysiadywał na stopniach schodów, nataszczył kolorowych pudeł i nawyczekiwał się na Wiejskiej, żeby pytać o rzeczy wzniosłe i prozaiczne.
Idea jest prosta: człowiek czasem mówi co mu ślina na język przyniesie żeby zdobyć poklask i uwielbienie ludu (zwłaszcza kiedy pracują wszystkie kamery), a za jakiś czas wystarczy dopaść delikwenta i prosto z mostu zapytać co i jak z obietnicami składanymi kiedyś z dłonią na sercu. Delikwent zaczyna kręcić, pocić się, marszczyć czoło, sapać i jest ugotowany bo w życiu się nie spodziewał, że kiedykolwiek komukolwiek przyjdzie do głowy tak absurdalny pomysł, żeby pytać się o spełnienie jego obiecanek-cacanek. Przecież wszyscy wiemy, że to taka gra, taka zabawa i nikt tego nie bierze na serio. Jeśli producent samochodów z ekranu telewizyjnego obiecuje, że w jego najnowszym modelu zmieści się 5 osób, 10 sztuk bagażu, 2 deski surfingowe, rozkładana kanapa i jeszcze na tym wszystkim umości się mastif angielski to przecież wiadomo, że to tylko taka gra i że tak naprawdę w pojeździe zmieszczą się 2 niewysokie osoby, jedna damska torebka typu kopertówka i być może gdzieś w nogach malutki, jazgotliwy York.
Film jednak nie jest w ogóle śmieszny, szczególnie kiedy widać jak bardzo zawodna jest pamięć większości obiecujących i jak bardzo muszą marszczyć czoła żeby przypomnieć sobie co jakiś czas temu naobiecywali.
We “Władcach marionetek” pojawia się też zagraniczny spec od marketingu, który mówi, że nie robi mu w sumie różnicy czy promuje człowieka czy jeden z produktów szybkozbywalnych bo właściwie niczym się te 2 produkty (człowiek i produkt) od siebie nie różnią.
A na końcu bohaterowie filmu otrzymują jeszcze szybkostrzelne pytanie czy ich grupa zawodowa kłamie i czy oni sami kłamią.
I warto obejrzeć ten film chociażby dla widoku tych kilku fenomenalnych min kiedy pada pytanie o kłamstwo.
PiJu

