Outdoor na aut! Chociaż trochę
Nie jestem specjalnie targetem „Wysokich Obcasów”, ale czasem w nie zerkam i akurat ostatnio przytrafiły mi się tam dwa ciekawe materiały zahaczające o tematykę mediową/reklamową.
Jeden traktuje o polskim out doorze, opatrzony jest znamienny tytułem: „Brzydko jak w Tatrach” -
http://wyborcza.pl/1,75480,8209427,Brzydko_jak_w_Tatrach.html?as=1&startsz=x .
Artykuł tylko potwierdza to o czym myślę sobie dość regularnie od dawna – z tą wolną amerykanką w polskim krajobrazie trzeba by wreszcie skończyć… Szczególnie gorąco myślę o tym zawsze, gdy wracam z jakichś dłuższych zmotoryzowanych wakacji. Zaskakują mnie wtedy dwie rzeczy. Zawsze. Właściwie to już mnie przestały zaskakiwać, po prostu mnie wkurzają : 1. Stan polskich dróg i styl jazdy po nich kierowców w wielkich maszynach zwanych TIRami, 2. Opłakany stan polskiego otoczenia dróg, wynikający właśnie z tzw. outdooru.
Punkt 1 – oczywisty – wjeżdżamy do Polski, kończy się autostrada, zaczynają się wąskie, dziurawe, garbate drogi, na których nagle po przejechaniu połowy Europy zaczynam dostrzegać, że TIRy są wszędzie i chcą mnie zabić.
Punkt 2 - niby dlaczego, do jasnej cholery, psujemy sobie nasz piękny sobie krajobraz wsi, pól, miasteczek i miast milionami tzw. reklam outdoorowych. Których w dodatku większość stawiana jest bez ładu i składu i zapewne „na dziko” . Czy nie można tego tematu uporządkować jakoś odgórnie, choćby w ramach dbania o postrzeganie naszego kraju? Przecież tyle się debatuje o tym jak promować wizerunek Polski u zagranicznych turystów. To może oprócz pokazywania w CNN-ie koni janowskich pełnej krwi, pól golfowych i kite’ów na Helu (wcale takiego przekazu nie neguję!) zaczęlibyśmy od posprzątania na własnym podwórku, żeby Ci zagraniczni turyści, którzy już się odważyli tu przyjechać, mieli jak najlepsze pierwsze wrażenie? Dlaczego w tak oczywistych sprawach musi panować kompletna bezwładność legislacyjna, przecież publiczna dyskusja o tym trwa już od wielu lat, a politycy/urzędnicy zdają się jej absolutnie nie dostrzegać.
Nie mówię, żeby zlikwidować całkiem reklamowy outdoor, ale po pierwsze- co za dużo to nie zdrowo, po drugie – dbajmy o jakość (niech to nie będzie pordzewiałe, wyleniałe, obszarpane), po trzecie – ścigajmy samowolki, itd. Itp.
A zamiast tych setek tysięcy dzikich reklam powieśmy tabliczki, które uświadamiać będą gościom z zagranicy (a i polskim turystom to nie zaszkodzi), że właśnie mijają w niedużej odległości jakąś niesamowitą atrakcję (historyczną, krajobrazową, rozrywkową), której przeoczyć nie powinni. A w miastach dobrze opisane strzałki prowadzące z każdego miejsca i z każdej drogi wlotowej do głównych turystycznych atrakcji. No, proste przecież.
Drugi materiał z „Wysokich Obcasów” jest już o czym innym – o śmierci prasy kobiecej – ale o tym „w następnym odcinku”…
MaG

