Aktualności / ODDAWAJ MOJE WIADERKO

  • Paweł Usakowski
  • 310 Views
  • Brak Komentarzy
  • Brak tagów

Zabawne są przepychanki pomiędzy dwoma polskimi związkami branży PR: ZFPR i SAPR. Panie i Panowie z tych jakże szacownych instytucji wytrzymali raptem pół roku. Jeden Pan z jednej organizacji powiedział, że ta druga jakoś pomysłów na siebie nie ma, więc ta druga organizacja poczuła się tym urażona. Bo pomysły ma i to takie, że wszystkim na rynku za chwilę kapcie z wrażenia pospadają. W tym m.in. rozwój Think Tanku PR i programy szkoleniowe „dedykowane” dla pracowników agencji członkowskich. Nie wiem jak inni, ale my jesteśmy pod takim wrażeniem, że nie wiemy co powiedzieć. Zwłaszcza, że słowo „dedykowane” używane w tym kontekście wręcz uwielbiamy. Protestując ta druga nieco urażona organizacja odwołała się nie tylko do Karty Sztokholmskiej, ale i nawet do Karty Helsińskiej. W sumie to i tak dobrze, że nie od razu do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, bo byłoby jeszcze zabawniej a tak jest tylko śmiesznie. I tak pewnie jeszcze jakiś czas ponaparzają się dwie organizacje branżowe skupiające łącznie… 60 agencji PR na polskim rynku. ZFPR ma 36 członków a SAPR – 24, chociaż w swoim programie działań na 2021 podaje, że tych agencji ma 27. Może po prostu 3 z nich wolą należeć do SAPR po kryjomu. Nie wnikamy, nie nasza sprawa, ani nie nasza organizacja. Bo ani SAPR ani ZFPR nie reprezentują rynku PR a tylko jego, no nie wiemy: setną, tysięczną część. Połowa naszych znajomych ma agencje PR, część z nich to agencje kilku czy kilkunastoosobowe, druga połowa korzysta z innych agencji PR. To już dawałoby kilkadziesiąt firm. Przeglądając pierwszy lepszy serwis marketingowy przez 2 godziny, można znaleźć ze 100 nazw agencji PR. A to i tak nadal tylko część z tych, które działają na rynku. Opierając się na naszej pamięci i śledzeniu codziennych newsów z rynku marketingowego możemy tak trochę z sufitu, ale jednak nie całkiem, oszacować, że na polskim rynku działa przynajmniej kilkaset agencji PR. A może nawet z tysiąc albo jeszcze więcej. Więc Panowie i Panie ze Związku i ze Stowarzyszenia nie powinni żartować, że z tymi swoimi łącznie kilkudziesięcioma agencjami reprezentują rynek PR. No niestety nie reprezentują, a jeszcze nie dość, że po 20 latach działania ZFPR chyba się pokłócili i część z agencji odeszła i założyła konkurencyjną organizację to jeszcze nie wytrzymali wszyscy nawet roku, żeby nie zacząć się naparzać po 2 stronach barykady, która w ogóle nie powinna zostać zbudowana. Trochę jak w piaskownicowej bitwie o wiaderko.

ZFPR wydał niedawno Raport PR 2020, w którym wycenił wartość usług PR swoich agencji członkowskich w 2019 r. na 132 mln zł. Co nam to mówi o wartości polskiego rynku PR? No właśnie nic nam to nie mówi o wartości polskiego rynku usług PR, poza tym, że usługi 20-30 tych największych warte są 130 mln. Tak więc taki ranking jest ładny i niezwykle miły, ale o rynku nie mówi zupełnie nic. Bo działa na nim te właśnie kolejne może z tysiąc agencji, których wartość usług pewnie znacznie przekracza podaną w „raporcie” wartość.

Nie odbieram ZFPR i SAPR prawa do działania, do reprezentowania, do zasiadania, do pisania oświadczeń, do odwoływania się do Kart Helsińskich i wszelkich innych, a nawet do dalszego pączkowania. Niech działają, jeśli tylko przynoszą jakieś wymierne lub wizerunkowe korzyści swoim członkom, bo to sprawa tych członków a nie nasza. Ale z naszego punktu widzenia czyli z punktu widzenia niedużej agencji PR nie reprezentują te organizacje rynku PR a tylko skupiają jakąś liczbę agencji i jest to raczej wspólne stowarzyszenie tych agencji a nie branżowy związek. W codziennej pracy są organizacjami równie istotnymi co Stowarzyszenie Producentów Pap czy Związek Polskich Producentów Przemysłu Tekstylnego.

Dlaczego odnosimy się do ZFPR i teraz do SAPR?

Dlatego, że od początku działania ŁubuDubu PR mimochodem śledzimy informacje z rynku, na którym działamy i wiele działań dotyczących tego co robi ZFPR wydawało nam się nie wnoszące nic do działania samego rynku PR. Przykładowo kilka lat temu kiedy w polityce co chwilę używano określenia „czarny PR”, ZFPR okrutnie się nadął i wystosował oświadczenie, że protestuje, że tak nie może być, że w ogóle skandal i niech już wszyscy przestaną używać tego określenia, bo jest krzywdzące dla branży. Wszyscy nie przestali tego określenia używać i nadęcie się nic nie zmieniło. Ale organizacja się wypowiedziała. Bo nie miała innego wyjścia jako mianująca się sama związkiem branżowym.

Nie kwestionujemy zasadności działania obu organizacji, nie kwestionujemy, że komuś mogą one być potrzebne, ale fakt, że obie skupiają nie więcej niż jedną dziesiątą czy nawet jedną dwudziestą rynku sprawia, że mamy do nich podejście lekko mówiąc ambiwalentne i przede wszystkim nie sądzimy, żeby reprezentowały te pozostałe z co najmniej kilkaset agencji średniej wielkości czy nawet całkowicie mniejszych.

LATEST WORK