Aktualności / INFLUENCERY, AMBASADORY I NIEPRAWDZIWY PR

  • Paweł Usakowski
  • 270 Views
  • Brak Komentarzy
  • Brak tagów

Przeczytaliśmy właśnie wywiad z prezesem agencji First PR. Ubawiły nas setnie te spostrzeżenia i teorie Szefa Pierwszej Agencji (SPA). Wypowiada się on m.in. na temat blogerów, influencerów i ambasadorów marek. Że a po co to Panie komu te influencery, te ambasadory, toż to jakieś nikomu niepotrzebne nowatorskie rozwiązania, które nie przynoszą efektów. Określenie „nowatorskie” jest u SPA użyte w negatywnym kontekście. Trochę jak starzy taksówkarscy wyjadacze, co to jeszcze Bieruta na imieniny wieźli a teraz im te Ubery robotę psują. No cóż, co do influencerów to rozumiemy oczywiście, że zabierają oni robotę i kasę takim agencjom jak First PR, ale tak już wygląda świat, że wchodzą nowe rozwiązania, nowe narzędzia i albo współistnieją z dotychczasowymi, albo częściowo je wypierają. Nie ma na to rady. No chyba, że jest się PR-owym odpowiednikiem taksówkarza, któremu nie podoba się, że teraz przewóz z miejsca na miejsce zamawia się w aplikacji, widząc dokładną cenę przewozu i trasą jaką jedziemy, a nie że przyjeżdża Pan Taksówkarz i wiezie nas którędy chce i może zapłacimy stówę a może dwie. Świat się zmienia Panie SPA i nie wiemy czy Pan zauważył, ale zarówno influencerów jak i ambasadorów marek używają wszyscy marketerzy, również ci najwięksi i prawdopodobnie również Pana klienci. No jasne, każdemu z nas gul skacze kiedy sporą kasę za reklamę zgarniamy nie my sami a pryszczaty influencer-youtuber, który nawala w jakieś „gierki” i na rodzinnej imprezie przy stole nie jest w stanie wytłumaczyć stryjkowi Mietkowi czym tak naprawdę się zajmuje, ale no samo życie, wszystko się zmienia, panta rei czy jakoś tak.

SPA raczy nas też zdecydowaną perełką, swoim poglądem na prawdziwy PR: „Podobno mamy już w Polsce ponad 7500 agencji PR, ale z moich obserwacji rynkowych wynika, że tylko kilkadziesiąt zajmuje się prawdziwym PR. Są w zdecydowanej mniejszości, to nie one kształtują rynek i edukują klienta”.

Wow! Jesteśmy pod wrażeniem możliwości obserwacyjnych SPA i tego jak udało mu się, pracując przecież na co dzień i kierując niemałą agencją, obserwować co i jak robi 7500 agencji na rynku. Gratulujemy Panie SPA i podzielności uwagi i tego jak wnikliwie potrafi Pan wgryźć się w to co robią Pana koleżanki i koledzy po fachu. Tak, Panie SPA, po fachu, bo czy Pan tego chce czy nie to wszyscy działamy na tym samym rynku i to, że Pan zaczynał kiedy jeszcze nie odróżniano PR-u od HR-u nie oznacza, że ma Pan monopol na to co i dlaczego jest „prawdziwym” PR-em. Bo każda dziedzina się zmienia, ewoluuje, zmieniają się narzędzia, rozwiązania, metody działania, zmieniają się sytuacje rynkowe i to co kiedyś było „prawdziwym” PR-em, dzisiaj jest reliktem minionej epoki.

Z obserwacji SPA wynika, że tylko 1% agencji PR zajmuje się prawdziwym PR-em (pewnie chodzi tylko o te największe, w tym agencję First PR). Z kolei z naszych obserwacji wynika, że SPA kisi się we własnym PR-owym sosie dużej agencji i nie ma pojęcia o tym co i jak robi pozostałe 99% agencji, czasem mniejszych, ale równie efektywnych dla swoich klientów jak SPA dla swoich. Opowiadanie o tym, że najlepsze są te największe agencje PR a całą resztę gryzą psy to te same farmazony powtarzane od lat przez szefów tych agencji PR. Ale uprzejmie donosimy, że istnieje też świat poza agencją Pana SPA i tymi kilkudziesięcioma agencjami jego kumpli i kumpeli i że w tym świecie też „robi się” PR. Bo ich prowadzący i pracownicy mają wieloletnie doświadczenie. Bo niekiedy przez lata byli dziennikarzami i wiedzą jak działa kontakt na linii dziennikarz-piarowiec. Bo wykorzystują te wszystkie „nowatorskie” narzędzia i rozwiązania o których SPA wypowiada się tonem mędrca, który ostatnie 10 lat przesiedział w swojej PR-owej pieczarze i influencer marketing to dla niego jakieś nieefektywne fanaberie.

Tak więc na koniec mamy prośbę do wujka Piotrka z Pierwszej Agencji (i wszystkich innych PR-owych wujków wygadujących takie farmazony), żeby nie szedł tą drogą i nie dyskredytował agencji PR mniejszych i/czy inaczej działających niż jego agencja. Żeby nie był takim wszystkowiedzącym mędrcem, który nie widzi, że minęła epoka pary i po ulicach śmigają elektryki. Bo te 7400 agencji, które podobno nie umieją w „prawdziwy PR”, zna swoją wartość, ma za sobą lata pracy dla usatysfakcjonowanych klientów, idzie do przodu i dostosowuje się do zmian na rynku i kształtuje rynek tak samo jak Pierwsza Agencja wujka Piotrka.

LATEST WORK