SOCJALIZUJEMY klientów… jeszcze bardziej
Nasz blog przeważnie nie służy nam do autopromocji, ale dzisiaj zrobimy malutki wyjątek. Mianowicie postanowiliśmy oficjalnie uznać i podkreślić fakt, że zajmujemy się nie tylko tradycyjnymi public relations (które dość powszechnie na rynku utożsamia się tak naprawdę z media relations), ale także działaniami w social mediach. To niespecjalnie odkrywcze - od początku istnienia naszej firmy wiedzieliśmy, że dobry PR bez social mediów obejść się nie może i w zasadzie dla wszystkich naszych klientów w palecie PR-owego full service uwzględnialiśmy także social marketing. Ponieważ jednak ten obszar ciągle dynamicznie się rozwija i „waży” coraz więcej, postanowiliśmy, że należy mu się osobny dział w naszej firmie, własne logo i dedykowana rozwojowi tego obszaru osoba
Więcej o naszym SOCJALIZATORZE możecie przeczytać w mediach branżowych, np. w Mediarunie: http://wiadomosci.mediarun.pl/artykul/marketing-marketing,socjalizator—nowy-gracz-na-rynku-social-marketingu-,39524,2,1,1.html
Polecamy też odpowiednią zakładkę na naszej firmowej www: http://lubudubupr.pl/socjalizator/
Strzałka w górę, jestem na tak, alleluja i do przodu!
W stosunkowo niedługim czasie opinią publiczną aż trzy razy „wstrząsały” dyskusje na temat… logotypów. To się zdarza rzadko, albo i nigdy, ja w każdym razie nie pamiętam takiego nagromadzenia tematyki identyfikacji wizualnej w społeczeństwie
Tak więc: po pierwsze – logo NASZEGO Euro2012, po drugie – logo niespecjalnie-naszego PZPN-u, po trzecie – logo naszej prezydencji w UE.
Zawsze przy takich okazjach dyskusja jest żywa, a malkontentów nie brakuje, co zresztą zrozumiałe, bo to czy się konkretne logo podoba, czy nie, jest kwestią bardzo subiektywną, a możliwości nieograniczona liczba, więc zawsze z czystym sumieniem można powiedzieć, że można by było wymyślić to lepiej. Wiedzą to na pewno firmy specjalizujące się w tworzeniu corporate identity. Zreszą i ŁubuDubu też bierze czasem udział w tego typu projektach, więc wiemy dość dobrze jakie to czasem trudne (szczególnie dla przyszłego właściciela tworzonego logotypu, czy całego CI) wybrać najlepszy wariant z wielu wstępnie zaprojektowanych, a potem jeszcze tak go wspólnie poprawiać, żeby na koniec dawał rzeczywistą satysfakcję.
Wracając do tematu – chciałem powiedzieć, że jednak wyłamałbym się z tradycyjnego nurtu malkontenckiego, bo szczerze mówiąc, mnie się wszystkie te trzy logotypy podobają.
Euro2012 – Maskotki uważam za fatalne (1. brzydkie, 2. nijakie, 3. z wyglądu podobne do nikogo, ale jednocześnie powodujące nieodparcie nasuwające się myśli o tym, że w grę może wchodzić coś jakby plagiat). Ale logo jest całkiem całkiem niczego sobie – i piłkarskie i ekologiczne i dwunarodowe, a to że jego narodowe odniesienia są badzo delikatne, to raczej jego mocna strona – już sobie wyobrażam co by to było, gdyby grafik postanowił wykorzystać motyw huzara i kozaka, albo orła i tryzubu…
Nowe logo PZPN – odważę się powiedzieć, że to najlepsze co PZPN zrobił przez ostatnie 20 lat. Nie mam dla tej organizacji żadnych ciepłych słów, ale przynajmniej wynajęty przez nich grafik wykonał niezłą pracę. W sferze wizualnej PZPN zerwał więc z socjalizmem i betonowym myśleniem. Czekamy na zerwanie w innych sferach.
Logo prezydencji – no cóż rzeczywiście interpretacji „co autor miał na myśli” może być całe mnóstwo, ale w sumie to raczej zaleta niż wada – logo jest lekkie, radosne i wizualnie miłe dla oka, a historię niech już sobie każdy opowie sam (może być i taka, jaką w skrócie opisał premier Tusk: Alleluja i do przodu!). Szczególnie dobrze wypada na tle większości dotychczasowych logotypów , chociaż w tej niszowej kategorii moim faworytem jest Szwecja (czy też raczej „szwedzka prezydencja”).
Inna sprawa, że bez odpowiedzi pozostaje zasadnicze pytanie – po co w ogóle takiemu tworowi jak prezydencja jakieś logo?? No, ale to nie nasz polski wymysł, więc sumienie czyste, bo musieliśmy się tylko dostosować do „tradycji”…
MaG
Nudne Trendy
Z konkursem Media Trendy jest trochę tak jak z Webstarami (toute proportion gardee) – wszyscy na nie narzekają, ale co roku gremialnie się do nich zgłaszają, a otrzymanymi statuetkami bardzo lubią się chwalić. Dlaczego? Bo mimo oczywistych ułomności obu tych konkursów nikt jakoś nie proponuje nic lepszego. Webstary doczekały się niby silnej konkurencji w postaci Mixxxów, ale jakoś na razie para Mixxxów idzie w gwizdek; jest też na rynku kilka innych konkursów ogólno-mediowo-reklamowych, ale w zasadzie każdy jest inaczej sprofilowany i w tej sytuacji Media Trendy dobrze się mają na swoim kawałki. Tylko czemu aż tak wieje z tych Trendów nudą? O ile jeszcze w poszczególnych „małych” kategoriach da się odnaleźć czasem jakieś perełki (chociaż przeważnie bez wielkich zaskoczeń), to już jeśli chodzi o nagrody główne – zero „odkryć”.
Na wczorajszej gali konkursu za medium roku został uznany Facebook, a za człowieka roku pan Zygmunt Solorz-Żak. Po pierwsze – jak słusznie napisał dziś Press w swoim porannym komentarzu – trzeba zająć się telekomunikacją, żeby zostać człowiekiem roku w mediach (do tej pory Mediatrendy jakoś ignorowały osiągnięcia stajni polsatowskiej). Po drugie, zerknijmy na te same tytuły przyznawane w ubiegłych latach:
2010 – medium roku: Facebook , człowiek roku: Jan Wejchert
2009 – Nasza-Klasa i Edward Miszczak
2008 – Nasza Klasa i Tomasz Lis
2007 – TVN i Piotr Walter
Gdyby ktoś właśnie przyjechał do Polski i próbował się zorientować w krajobrazie polskich mediów na tej właśnie podstawie, to mógłby odnieść wrażenie, że mamy w Polsce jedną silną grupę mediową (no góra dwie, obie telewizyjne), a w polskim internecie jedyne prężne media to … social media.
Oczywiście, ja też cenię sobie dokonania managerów TVN-u. Oczywiście można powiedzieć, że dominacja przez 4 lata Naszej-Klasy i Facebooka to znak czasów… Ale w ten sposób straszliwie wieje tu nudą…
MaG
Mamy nowego biznesPARTNERA
Naszym nowym klientem została firma Partner ASM. O czym można przeczytać w wielu miejscach, np. tu: http://media2.pl/reklama-pr/75169-partner-asm-rozpoczyna-wspolprace-z-lubudubu-pr.html
Partner ASM działa 1998 roku, główny zakres jej usług to: merchandising, promocje sprzedaży, leasing pracowniczy, outsourcing sił sprzedaży, dystrybucja materiałów POS, monitoring cen, jak również wsparcie w procesie wprowadzania nowych produktów. W gronie jej klientów znaleźli się m.in. Trefl, Roleski, Philip Morris Polska, Kimberly Clark, Dr. Oetker Polska, Bielenda Kosmetyki Naturalne, Hoop, Energizer Polska, 3M, Pfeifer & Langen.
Uważam Rze warto!
“Uważam Rze warto!” pisze Michał Karnowski w swoim wstępniaku do pierwszego wydania nowego tygodnika.
Ja też uważam, że warto, bo nowy tygodnik opinii na rynku to zawsze powiew jakiejś świeżości. Pamiętam, że poprzednim razem („Ozon”) było to duże wydarzenie i tego też życzę „Uważam Rze”. Szkoda, że przygoda „Ozonu” trwała tak krótko – tutaj życzę „Uważam Rze” jakiegoś lepszego wyniku, chociaż szczerze mówiąc, bardzo wątpię w odpowiednią głębokość kieszeni wydawcy. Gdybym miał coś obstawiać, to obstawiałbym, że od ogłoszenia, iż rynek negatywnie zweryfikował projekt dzieli nas kilka – kilkanaście miesięcy. Ale na razie możemy się pokojnie cieszyć z nowego tygodnika i przyglądać jego linii programowej.
Dziś to dopiero pierwszy numer, poważniejszych recenzji będzie można się dopuszczać po przynajmniej kilku wydaniach, jednak już na pierwszy rzut oka widać, że zapowiedzi miksu konserwatywno-liberalnego były mocno na wyrost, bo konserwatyzm i owszem, dość wszechobecny, ale w którym miejscu ten liberalizm?
I mały drobiazg, taki „branżowy smaczek” – we wstępniaku Michał Karnowski pisze też, że tygodnik pozyskał doskonałych autorów z najpoważniejszego polskiego dziennika, czyli “Rzeczpospolitej”. Po pierwsze – cóż za fałszywy brak skromności!
. Po drugie – ciekawe na czym właściwie polega pozyskiwanie autorów siedzących w tym samym ołpenspejsie?
Aha, a jeszcze uwarzam, rze nowy tygodnik fajny tytuł ma , bo żuca się w oczy, ale w dobie gdy społeczeństwo powoli i tak rzegna się z wieloma regółami językowymi, to trohę ryzykowne, tak robić lódzią mentlik w głowah.
MaG
Szczęśliwego & udanego biznesowo roku!!
N jak Nikołaj
No i mamy zwycięzców tegorocznego konkursu pt. „Mój Mikołaj jest szybszy!”.
Otóż najszybszy (tak przynajmniej wynika z mojego oglądu) był Mikołaj-Makro. Ulotki tej sieci trafiły do mojej skrzynki już 3 listopada, czyli w zasadzie w pierwszym możliwym terminie…
A wczoraj, 7 listopada, wychwyciłem pierwszego Mikołaja i pierwszą choinkę w reklamówce telewizyjnej – w tej kategorii the winner is… platforma N.
„Gratulujemy”!
MaG
Owocne, owocowe i przeciwbólowe Effie
Kampanie reklamowe stworzone przez naszego klienta – agencję RED8 – zdobyły właśnie dwie srebrne statuetki na tegorocznym Effie. Są to kampanie: „Za Fortuną stoją same owoce” (marka: Fortuna) i „Dla Niepokonanych” (marka: Ibuprom).
Kolejne nagrody dla RED8 na konkursie Effie stają się już „tradycją”, potwierdzając to co wszyscy i tak wiedzą – że to agencja z pomysłami efektowymi i efektywnymi zarazem J. W ub. r. RED8 otrzymała nagrodę za kampanię dla Fortuny, a w 2007 r. zdobyła Grand Prix Effie za kampanię „Testy” dla Zelmera – pewnie wszyscy pamiętają, ale i tak załączamy link, bo zawsze warto sobie ten koncept odświeżyć: http://www.youtube.com/user/agencjared8 (a przy okazji obejrzeć można tam inne spoty popełnione przez RED8).
MaG
Poświecimy !
Rozpoczynamy współpracę z firmą KlusDesign specjalizującą się we wzornictwie przemysłowym, projektowaniu i produkcji opraw oświetleniowych, mebli oraz produktów użytkowych. Obecnie firma wprowadza odświeżoną strategię marketingową, której osią będzie idea “DOMU BEZ ŻARÓWKI”. Taki dom, którego oświetlenie zostało w całości oparte na profilach oświetleniowych LED został uruchomiony w Piasecznie pod Warszawą.
Zajmiemy się wzmacnianiem pozytywnego wizerunku firmy na rynku oraz wsparciem działań komunikacyjnych związanych z wprowadzeniem nowej strategii marketingowej.
Outdoor na aut! Chociaż trochę
Nie jestem specjalnie targetem „Wysokich Obcasów”, ale czasem w nie zerkam i akurat ostatnio przytrafiły mi się tam dwa ciekawe materiały zahaczające o tematykę mediową/reklamową.
Jeden traktuje o polskim out doorze, opatrzony jest znamienny tytułem: „Brzydko jak w Tatrach” -
http://wyborcza.pl/1,75480,8209427,Brzydko_jak_w_Tatrach.html?as=1&startsz=x .
Artykuł tylko potwierdza to o czym myślę sobie dość regularnie od dawna – z tą wolną amerykanką w polskim krajobrazie trzeba by wreszcie skończyć… Szczególnie gorąco myślę o tym zawsze, gdy wracam z jakichś dłuższych zmotoryzowanych wakacji. Zaskakują mnie wtedy dwie rzeczy. Zawsze. Właściwie to już mnie przestały zaskakiwać, po prostu mnie wkurzają : 1. Stan polskich dróg i styl jazdy po nich kierowców w wielkich maszynach zwanych TIRami, 2. Opłakany stan polskiego otoczenia dróg, wynikający właśnie z tzw. outdooru.
Punkt 1 – oczywisty – wjeżdżamy do Polski, kończy się autostrada, zaczynają się wąskie, dziurawe, garbate drogi, na których nagle po przejechaniu połowy Europy zaczynam dostrzegać, że TIRy są wszędzie i chcą mnie zabić.
Punkt 2 - niby dlaczego, do jasnej cholery, psujemy sobie nasz piękny sobie krajobraz wsi, pól, miasteczek i miast milionami tzw. reklam outdoorowych. Których w dodatku większość stawiana jest bez ładu i składu i zapewne „na dziko” . Czy nie można tego tematu uporządkować jakoś odgórnie, choćby w ramach dbania o postrzeganie naszego kraju? Przecież tyle się debatuje o tym jak promować wizerunek Polski u zagranicznych turystów. To może oprócz pokazywania w CNN-ie koni janowskich pełnej krwi, pól golfowych i kite’ów na Helu (wcale takiego przekazu nie neguję!) zaczęlibyśmy od posprzątania na własnym podwórku, żeby Ci zagraniczni turyści, którzy już się odważyli tu przyjechać, mieli jak najlepsze pierwsze wrażenie? Dlaczego w tak oczywistych sprawach musi panować kompletna bezwładność legislacyjna, przecież publiczna dyskusja o tym trwa już od wielu lat, a politycy/urzędnicy zdają się jej absolutnie nie dostrzegać.
Nie mówię, żeby zlikwidować całkiem reklamowy outdoor, ale po pierwsze- co za dużo to nie zdrowo, po drugie – dbajmy o jakość (niech to nie będzie pordzewiałe, wyleniałe, obszarpane), po trzecie – ścigajmy samowolki, itd. Itp.
A zamiast tych setek tysięcy dzikich reklam powieśmy tabliczki, które uświadamiać będą gościom z zagranicy (a i polskim turystom to nie zaszkodzi), że właśnie mijają w niedużej odległości jakąś niesamowitą atrakcję (historyczną, krajobrazową, rozrywkową), której przeoczyć nie powinni. A w miastach dobrze opisane strzałki prowadzące z każdego miejsca i z każdej drogi wlotowej do głównych turystycznych atrakcji. No, proste przecież.
Drugi materiał z „Wysokich Obcasów” jest już o czym innym – o śmierci prasy kobiecej – ale o tym „w następnym odcinku”…
MaG





Grzegorz Kobylański