Mamy nowego biznesPARTNERA
Naszym nowym klientem została firma Partner ASM. O czym można przeczytać w wielu miejscach, np. tu: http://media2.pl/reklama-pr/75169-partner-asm-rozpoczyna-wspolprace-z-lubudubu-pr.html
Partner ASM działa 1998 roku, główny zakres jej usług to: merchandising, promocje sprzedaży, leasing pracowniczy, outsourcing sił sprzedaży, dystrybucja materiałów POS, monitoring cen, jak również wsparcie w procesie wprowadzania nowych produktów. W gronie jej klientów znaleźli się m.in. Trefl, Roleski, Philip Morris Polska, Kimberly Clark, Dr. Oetker Polska, Bielenda Kosmetyki Naturalne, Hoop, Energizer Polska, 3M, Pfeifer & Langen.
Uważam Rze warto!
“Uważam Rze warto!” pisze Michał Karnowski w swoim wstępniaku do pierwszego wydania nowego tygodnika.
Ja też uważam, że warto, bo nowy tygodnik opinii na rynku to zawsze powiew jakiejś świeżości. Pamiętam, że poprzednim razem („Ozon”) było to duże wydarzenie i tego też życzę „Uważam Rze”. Szkoda, że przygoda „Ozonu” trwała tak krótko – tutaj życzę „Uważam Rze” jakiegoś lepszego wyniku, chociaż szczerze mówiąc, bardzo wątpię w odpowiednią głębokość kieszeni wydawcy. Gdybym miał coś obstawiać, to obstawiałbym, że od ogłoszenia, iż rynek negatywnie zweryfikował projekt dzieli nas kilka – kilkanaście miesięcy. Ale na razie możemy się pokojnie cieszyć z nowego tygodnika i przyglądać jego linii programowej.
Dziś to dopiero pierwszy numer, poważniejszych recenzji będzie można się dopuszczać po przynajmniej kilku wydaniach, jednak już na pierwszy rzut oka widać, że zapowiedzi miksu konserwatywno-liberalnego były mocno na wyrost, bo konserwatyzm i owszem, dość wszechobecny, ale w którym miejscu ten liberalizm?
I mały drobiazg, taki „branżowy smaczek” – we wstępniaku Michał Karnowski pisze też, że tygodnik pozyskał doskonałych autorów z najpoważniejszego polskiego dziennika, czyli “Rzeczpospolitej”. Po pierwsze – cóż za fałszywy brak skromności!
. Po drugie – ciekawe na czym właściwie polega pozyskiwanie autorów siedzących w tym samym ołpenspejsie?
Aha, a jeszcze uwarzam, rze nowy tygodnik fajny tytuł ma , bo żuca się w oczy, ale w dobie gdy społeczeństwo powoli i tak rzegna się z wieloma regółami językowymi, to trohę ryzykowne, tak robić lódzią mentlik w głowah.
MaG
Szczęśliwego & udanego biznesowo roku!!
N jak Nikołaj
No i mamy zwycięzców tegorocznego konkursu pt. „Mój Mikołaj jest szybszy!”.
Otóż najszybszy (tak przynajmniej wynika z mojego oglądu) był Mikołaj-Makro. Ulotki tej sieci trafiły do mojej skrzynki już 3 listopada, czyli w zasadzie w pierwszym możliwym terminie…
A wczoraj, 7 listopada, wychwyciłem pierwszego Mikołaja i pierwszą choinkę w reklamówce telewizyjnej – w tej kategorii the winner is… platforma N.
„Gratulujemy”!
MaG
Owocne, owocowe i przeciwbólowe Effie
Kampanie reklamowe stworzone przez naszego klienta – agencję RED8 – zdobyły właśnie dwie srebrne statuetki na tegorocznym Effie. Są to kampanie: „Za Fortuną stoją same owoce” (marka: Fortuna) i „Dla Niepokonanych” (marka: Ibuprom).
Kolejne nagrody dla RED8 na konkursie Effie stają się już „tradycją”, potwierdzając to co wszyscy i tak wiedzą – że to agencja z pomysłami efektowymi i efektywnymi zarazem J. W ub. r. RED8 otrzymała nagrodę za kampanię dla Fortuny, a w 2007 r. zdobyła Grand Prix Effie za kampanię „Testy” dla Zelmera – pewnie wszyscy pamiętają, ale i tak załączamy link, bo zawsze warto sobie ten koncept odświeżyć: http://www.youtube.com/user/agencjared8 (a przy okazji obejrzeć można tam inne spoty popełnione przez RED8).
MaG
Poświecimy !
Rozpoczynamy współpracę z firmą KlusDesign specjalizującą się we wzornictwie przemysłowym, projektowaniu i produkcji opraw oświetleniowych, mebli oraz produktów użytkowych. Obecnie firma wprowadza odświeżoną strategię marketingową, której osią będzie idea “DOMU BEZ ŻARÓWKI”. Taki dom, którego oświetlenie zostało w całości oparte na profilach oświetleniowych LED został uruchomiony w Piasecznie pod Warszawą.
Zajmiemy się wzmacnianiem pozytywnego wizerunku firmy na rynku oraz wsparciem działań komunikacyjnych związanych z wprowadzeniem nowej strategii marketingowej.
Outdoor na aut! Chociaż trochę
Nie jestem specjalnie targetem „Wysokich Obcasów”, ale czasem w nie zerkam i akurat ostatnio przytrafiły mi się tam dwa ciekawe materiały zahaczające o tematykę mediową/reklamową.
Jeden traktuje o polskim out doorze, opatrzony jest znamienny tytułem: „Brzydko jak w Tatrach” -
http://wyborcza.pl/1,75480,8209427,Brzydko_jak_w_Tatrach.html?as=1&startsz=x .
Artykuł tylko potwierdza to o czym myślę sobie dość regularnie od dawna – z tą wolną amerykanką w polskim krajobrazie trzeba by wreszcie skończyć… Szczególnie gorąco myślę o tym zawsze, gdy wracam z jakichś dłuższych zmotoryzowanych wakacji. Zaskakują mnie wtedy dwie rzeczy. Zawsze. Właściwie to już mnie przestały zaskakiwać, po prostu mnie wkurzają : 1. Stan polskich dróg i styl jazdy po nich kierowców w wielkich maszynach zwanych TIRami, 2. Opłakany stan polskiego otoczenia dróg, wynikający właśnie z tzw. outdooru.
Punkt 1 – oczywisty – wjeżdżamy do Polski, kończy się autostrada, zaczynają się wąskie, dziurawe, garbate drogi, na których nagle po przejechaniu połowy Europy zaczynam dostrzegać, że TIRy są wszędzie i chcą mnie zabić.
Punkt 2 - niby dlaczego, do jasnej cholery, psujemy sobie nasz piękny sobie krajobraz wsi, pól, miasteczek i miast milionami tzw. reklam outdoorowych. Których w dodatku większość stawiana jest bez ładu i składu i zapewne „na dziko” . Czy nie można tego tematu uporządkować jakoś odgórnie, choćby w ramach dbania o postrzeganie naszego kraju? Przecież tyle się debatuje o tym jak promować wizerunek Polski u zagranicznych turystów. To może oprócz pokazywania w CNN-ie koni janowskich pełnej krwi, pól golfowych i kite’ów na Helu (wcale takiego przekazu nie neguję!) zaczęlibyśmy od posprzątania na własnym podwórku, żeby Ci zagraniczni turyści, którzy już się odważyli tu przyjechać, mieli jak najlepsze pierwsze wrażenie? Dlaczego w tak oczywistych sprawach musi panować kompletna bezwładność legislacyjna, przecież publiczna dyskusja o tym trwa już od wielu lat, a politycy/urzędnicy zdają się jej absolutnie nie dostrzegać.
Nie mówię, żeby zlikwidować całkiem reklamowy outdoor, ale po pierwsze- co za dużo to nie zdrowo, po drugie – dbajmy o jakość (niech to nie będzie pordzewiałe, wyleniałe, obszarpane), po trzecie – ścigajmy samowolki, itd. Itp.
A zamiast tych setek tysięcy dzikich reklam powieśmy tabliczki, które uświadamiać będą gościom z zagranicy (a i polskim turystom to nie zaszkodzi), że właśnie mijają w niedużej odległości jakąś niesamowitą atrakcję (historyczną, krajobrazową, rozrywkową), której przeoczyć nie powinni. A w miastach dobrze opisane strzałki prowadzące z każdego miejsca i z każdej drogi wlotowej do głównych turystycznych atrakcji. No, proste przecież.
Drugi materiał z „Wysokich Obcasów” jest już o czym innym – o śmierci prasy kobiecej – ale o tym „w następnym odcinku”…
MaG
Nie ma głupich pytań? Pomidor!
W ramach letnich porządków uprzątam z domu trochę starej prasy. Przy takich okazjach miewam zwyczaj „ostatniego przejrzenia”, co często owocuje różnymi wspominkami czy zadziwieniami.
Tym razem w „Pressie” z marca 2009 r. znalazłem (po raz drugi, ale po dłuższej przerwie
artykuł pt. „Podstolik medialny” z SENSACYJNIE BRZMIĄCYM podtytułem „PR-owcy konkurencyjnych mediów od paru lat spotykają się nieformalnie – to wiadomo. W jakim celu – to tajemnica”.
Potem jest już tylko ciekawiej i ta strzelba przygotowana w leadzie wypala raz po raz.
Już samo miejsce spotkań PR-owców jest podejrzane – knajpa Szparka, często gęsto goszcząca m.in. „znanych dziennikarzy czy lansujących się polityków”. No i „przy jednym ze stolików spotykają się od czasu do czasu:….”. Tu padają imiona i nazwiska sporej grupki PR managerów rozmaitych firm mediowych, zarówno telewizyjnych, jak i radiowych, papierowych czy internetowych.
I cały artykuł jest próbą ich napiętnowania, oraz odpowiedzi na kluczowe dla ludzkości pytanie – po cóż Ci ludzie spotykają się w Szparce? A na tak postawione pytanie ciężko jest jakoś sensownie odpowiedzieć – szczególnie, że autorka dwie najbardziej naturalne i prawdziwe odpowiedzi odrzuca. Przecież to niemożliwe, żeby spotykali się o tak po prostu dla przyjemności, bo się znają i lubią; z drugiej strony, to chyba niemożliwe, żeby z tych spotkań wynikało coś sensownego dla ich pracy..
Ludzie kochani, bądźmy poważni! Nie tabloidyzujmy przynajmniej poważnej branżowej prasy!
Na studiach dziennikarskich spora część wykładowców próbowała przekonać mnie i moich kolegów z roku, że „nie ma głupich pytań”. Otóż nigdy nie potrafiłem jakoś się zgodzić z tą tezą i zostało mi to do tej pory. I owszem, bywają…
Dlatego najbardziej podoba mi się jak na „podchwytliwe” pytania autorki tekstu zareagował Michał Fijoł z Axla Springera. Na każde odpowiedział po prostu: POMIDOR! Co autorka skrzętnie w tekście cytuje, chcąc swojego rozmówcę najwyraźniej zdyskredytować TOTALNIE.
I jak myślicie, dyskredytuje go to?
Pomidor!
MaG
No to frugo robi wielką różnicę
W najnowszym „Media&Marketing” (lipiec/sierpień) ciekawe podsumowanie 20-lecia polskiej reklamy, pod kątem kreatywnym.
„Pierwsze reklamy, jak choćby ze słynną Anna Patrycy i >>pewną taką nieśmiałością<<, czy >>Ociec! Prać<<, były prawdziwymi wydarzeniami, szeroko komentowanymi na prywatnych spotkaniach. Podobnie jak otwarcie pierwszej restauracji McDonald’s w Warszawie.” – pisze autorka artykułu.
A dziś? Dziś „zauważamy reklamy tylko wtedy, kiedy przekraczają jakąś kulturową granicę albo naruszają społeczne tabu. Nikt już nie omawia najświeższych spotów podczas rodzinnego grilla…”
I dobrze! J Ale tym bardziej warto raz na 20 lat pochylić się chwilę nad perełkami z przeszłości, tej całkiem odległej, z początków polskiego kapitalizmu, jak i tej w miarę świeżej.
Ale coś w tym jest – niektóre copy z końca lat 80-tych i początku 90-tych wspominamy do dziś, a od kilku lat jakby trochę mniej pomysłów, które przebojem wdzierają się do codziennego języka (od „prawie robi różnicę” minęło już kilka latJ).
W dużym skrócie (mój subiektywny wybór z subiektywnej szortlisty Agaty Małkowskiej, autorki artykułu):
1987 – „Prusakolep. Zabija na śmierć”
1990 – „Ociec! Prać?” Pollena 2000
1991 – „Z pewna taką nieśmiałością” Podpaski Always – Anna Patrycy
1994 – „Mariola ma oczy piwne, Mariola OKOCIM spojrzeniu”
1996 – „No to Frugo”
1997 – Bosman z mrugnięciem okiem, bezalkoholowy oczywiście
1997 – „Bo zupa była za słona”
2002 – Łódka Bols
2002 – “Żubr występuje w puszczy”
2004 – MUMIO w reklamach Polkomtela
2007 – „Prawie robi wielką różnicę” Żywiec
Od siebie dodałbym jeszcze „Purocolor ‘89”, „Nic nie zobaczysz dopóki nie kupisz anteny do odbioru telewizji satelitarnej firmy Arcon” i „Miliard w środę, miliard w sobotę” – siermiężne prapoczątki polskiej reklamy, ale zapamiętałem je na całe życie.
Aha, aha – w zestawieniu kamieni milowych 20-lecia znalazły się także prace naszego klienta – agencji Red8 – za koncept „Testy” dla marki Zelmer. Który nam także bardzo się podoba! Ba, podobał nam się długo przed tym, jak Red8 została naszym klientem.
MaG
Wybieramy się w podróż z Biurem Podróży. Reklamy
Na dworze upał. W domu gorąco. Trudno wytrzymać taką pogodę więc wybieramy się na wakacje. Z Biurem Podróży….Reklamy.
Rozpoczynamy współpracę z tym nowym klientem, dla którego będziemy zajmowali się całościowo strategią public relations.
Nasz nowy klient działa już 7 lat i jest agencją innowacyjnego marketingu internetowego.
Wejdźcie na stronę www.biuropodrozyreklamy.eu popatrzcie co agencja robiła i robi. Kilka miesięcy temu wymyślili akcję Samsung Game na potrzeby reklamy netbooka Samsung N210, a ostatnio dla telewizorów 3D tego klienta zabawiali się w poszerzanie rzeczywistości.




