Belly Bandit naszym nowym klientem

09-06-2010

Rozpoczynamy współpracę z firmą Solution, która jest właścicielem serwisu www.TorbyDlaMam.pl

W związku z tym poza pracą dla serwisu będziemy również obsługiwali PR-owo markę Belly Bandit, która niedługo zadebiutuje na polskim rynku, a której Solution jest wyłącznym importerem na Polskę.

Belly Bandit to amerykański producent pasów pociążowych, które pomagają wszystkim świeżo upieczonym mamom w powrocie do figury.

Zajmiemy się wsparciem rynkowego debiutu brandu w zakresie media relations oraz przygotowaniem i wdrożeniem strategii public relations.

Tagi:

80 proc. PR-owców w firmach nie nadąża za zmianami w świecie mediów?

24-05-2010

Ciekawy raport w serwise The Wall  (z grupy BrandRepublic). A właściwie omówienie raportu, który przygotowała firma Watson Helsby, headhuntująca w branży public relations. Otóż jednym z wniosków z raportu jest to, że aż 80 proc. „In-house PR Professionals” (czyli PR-owców pracujących w firmie, po stronie marketera, a nie w agencji PR) nie daje sobie rady ze zintegrowaniem mediów cyfrowych i social mediów w ramach swoich strategii komunikacyjnych. Agencje PR są w tym sporo lepsze, ale i tak baaaardzo dalekie od doskonałości – tylko 60 proc. respondentów z tej grupy stwierdza, że ma jasność co do swoich planów komunikacyjnych w internecie (ale tylko 20 proc. posiadających taką pewność spośród PR-owców in-house to w ogóle wynik, hmm… fatalny?)

Raport  Watson Helsby identyfikuje też 10 głównych wyzwań stojących dziś przed dyrektorami PR w firmach. Są to:

  1. Brak zrozumienia lub sceptycyzm do social mediów.
  2. Brak kontroli. Firmy nie mogą już kontrolować swojej komunikacji, ani zewnętrznej, ani nawet wewnętrznej, w takim stopniu, do jakiego przywykły w słusznie minionych czasach komunikacji 1.0.
  3. Demograficzny apartheid. Pod tą nośną nazwą kryje się dość oczywiste dla nas wszystkich zjawisko – młodsze generacje (poniżej 30-tki) instynktownie rozumieją Internet, podczas gdy większość powyżej 40-tki musi naprawdę mocno walczyć, by w tym chaosie 2.0 dostrzec jakiś sens.
  4. Coraz większa fragmentaryzacja mediów – firmy (czy organizacje) muszą się dziś liczyć z tysiącami mediów lub „mediów”, co straszliwie zagmatwało prowadzenie komunikacji z konsumentami (czy akcjonariuszami).
  5. Szybkość zmian i szybkość odpowiedzi. Dziś od dobrego PR-owca wymaga się reakcji na zapotrzebowanie ze strony mediów mierzone raczej w godzinach (czasem w minutach), a nie dniach czy nawet tygodniach (jak do niedawna).
  6. Reguły zaangażowania, a raczej ich brak. Nie ma twardych zbiorów zasad jak zarządzać „komunikacją cyfrową”, polegać trzeba nierzadko na własnym nosie i mozolnie budować swoje własne „przewodniki”.
  7. Prywatność i bezpieczeństwo korporacyjne. Czyli jak zarządzać wewnętrzną informacją, jak chronić prywatność pracowników i tajemnice firmy, w czasach gdy pracownicy okupują serwisy społecznościowe, także w godzinach pracy zresztą.
  8. Pozyskiwanie dobrych pracowników. Jak rekrutować, by pozyskiwać profesjonalistów PR z doświadczeniem „seniorskim”, którzy łączą doświadczenie w zakresie komunikacji z dobrą znajomością nowych mediów.
  9. Brak efektywnych metod pomiarowych działań prowadzonych w social mediach, powstrzymuje wielu dyrektorów PR przed większym zaangażowaniem.
  10. Niepewność do kogo przynależy obszar komunikacji „digital”. PR? Reklama? Marketing? Koledzy z różnych działów nie do końca potrafią dojść w tej kwestii do porozumienia.

Tak więc… hmmm… Social media powodują, że komunikacja marketingowa i cała branża PR muszą się zmienić na wielu tradycyjnych polach, zbudować nowa wiedzę i rozwinąć nowe umiejętności – to pierwsze tak duże wyzwanie dla branży od wielu, wielu lat. Są szanse i są zagrożenie, jednak dzięki tym zmianom PR ma szansę przejąć więcej niż do tej pory odpowiedzialności (i budżetów!) od reklamy i marketingu. Pod warunkiem, że w miarę szybko sprosta nowym wyzwaniom, przyswoi sobie nowe narzędzia. Oraz przyzwyczai się, że jedyną pewną rzeczą w świecie Mediów 2.0 jest… ciągła zmiana.

MaG

Google !

21-05-2010

Myślałem, że Google już niczym mnie nie zadziwi. Mają już wszystko: pocztę, aplikacje, mapy i tysiące innych rzeczy potrzebnych Człowiekowi 2.0. Mają też sympatyczny zwyczaj zmieniania swojego logo na głównej stronie wyszukiwarki z okazji przeróżnych rocznic i innych ważnych okazji. Ale tego co zobaczyłem dzisiaj nie spodziewałem się i muszę powiedzieć: “Szacun”. Otóż dzisiaj logo Google na głównej stronie ma postać…..gry. Okazuje się, że mija właśnie 30 lat od czasu wymyślenia jednej z najbardziej popularnych gier komputerowych w historii. Oczywiście określenie “gra” może być w tym przypadku mylące, jako że w porównaniu z obecnymi, rozbudowanymi grami, jest to mały pikuś, ale pozostańmy przy tym nazewnictwie.

Otóż dzisiaj w ramach logo Google można zagrać w PAC MANA. Wejdźcie i sami zobaczcie. I niech się zgłosi ten, komu widząc PAC MAN Google logo udało się powstrzymać przed zagraniem. :)

GO !

Miłej zabawy.

PiJu

Medtube, czyli YouTube dla lekarzy

13-05-2010

Z radością donosimy, że naszym klientem została firma Medtube, właściciel portalu Medtube.eu. 
Jest to  jedna z pierwszych na świecie multimedialnych platform wymiany praktycznych informacji medycznych. Jej misją i podstawowym zadaniem jest pomoc lekarzom różnych specjalności (a także pielęgniarkom, ratownikom medycznym oraz studentom medycyny) w znalezieniu trudno dostępnych materiałów multimedialnych – filmów, prezentacji, zdjęć – związanych z konkretnymi przypadkami medycznymi.

Ideą przewodnią serwisu jest wymiana doświadczeń i wiedzy ze wszystkich dziedzin medycyny, pomiędzy profesjonalistami medycznymi z całego świata. Korzystanie z serwisu jest bezpłatne. Każdy zarejestrowany użytkownik może na www.MedTube.eu zamieszczać swoje materiały, które przed opublikowaniem są weryfikowane przez specjalistów z dziedziny medycyny. Serwis ma charakter międzynarodowy i rejestrują się na nim użytkownicy z całego świata. Na razie portal jest w fazie testowej, jednak to już jej finalna część, wkrótce rynkowy oficjalny debiut.

10 grzechów głównych marki w social mediach

03-05-2010

Taki tekst na Gazecie. 10 grzechów, albo raczej 10 przykazań. W sumie nic odkrywczego, ale zawsze warto systematyzować sobie wiedzę, nawet tę najbardziej podstawową. Największy uśmiech wywołało u mnie bodaj przykazanie numer 2 – z doświadczenia wiem, jak bardzo mało realne jest złamanie postawy właściciela jakiegokolwiek miejsca w internecie, by dopuszczał uwagi dla niego niewygodne czy bardzo krytyczne. A szkoda, bo cenzura to grzech…

Z kolei przykazanie numer 5 (“Przepraszam” nie uwzięźnie ci w gardle) – jakże bardzo odnosi się nie tylko do “socialu”, ale do marketingu w ogóle, ba do funkcjonowania w biznesie w ogóle – i jakże często jest nieprzestrzegane przy wszelkiego rodzaju mniejszych czy większych “kryzysach”. Pełna lista 10 przykazań jest TU.

MaG

Wielkie czerwone gratulacje

29-04-2010

Nasz klient, AGENCJA REKLAMOWA RED8,  została uznana za jedną z dwóch najlepszych agencji w tegorocznej edycji raportu “Agencja Reklamowa / Dom Mediowy Roku” . Raport przygotowywany jest corocznie od kilkunastu lat przez magazyn “Media&Marketing Polska” i jest najbardziej prestiżowym rankingiem w branży reklamowej. Drugim tegorocznym szczęśliwcem została Saatchi & Saatchi.

Obu zwycięzcom bardzo mocno gratulujemy!!

Redakcja “Media & Marketing Polska” w tworzeniu rankingu agencji kieruje się takimi kryteriami, jak: osiągnięcia nowobiznesowe, inwestycje w rozwój, management, kreacja, reputacja w branży oraz wyniki badania satysfakcji klienta prowadzone przez Millward Brown SMG/KRC.

Gala konkursu “Agencja Reklamowa / Dom Mediowy Roku” odbyła się wczoraj w warszawskim klubie Capitol.

Cleese i kryzys

21-04-2010

W portalu PRoto dość ciekawy kejs nt. zarządzania sytuacją kryzysową w oparciu o przykład “kontrowersyjnej” obecności Pcimia w reklamach banku BZ WBK. Kejs poczytać sobie można TU.

Od siebie dodać chciałbym przy tej okazji następujący ciąg luźnych przemyśleń. Otóż reklama z Cleesem wydawała mi się nawet niezła, ale też i rozczarowująca, bo zdawałem sobie sprawę z potencjału tego komika, który to potencjał w tej reklamie prawie nie został wykorzystany (ale ta odrobinka wystarczała, żeby spot się obronił, z punktu widzenia mnie-konsumenta). Spot z De Vito był już duuuużo gorszy, natomiast obecnie miłościwie nam panująca seria spotów z Depardieu jest dla mnie niestety dość żałosna. Generalnie więc całą serię uważam za mało udaną, bo budzi mój wewnętrzny sprzeciw fakt wynajmowania gwiazd tego kalibru i marnowania ich na takie marne pomysły kreatywne…

Co ciekawe, jest to jednak podobno bardzo efektywna reklama, PODOBNO dzięki niej BZ WBK otwiera ostatnimi czasy 2,5 tys. kont dziennie. Cóż, jeśli to da się udowodnić, to pewnie będzie z tego jakaś nagroda na tegorocznym EFFIE. Ale ja jestem “na nie”. Najwyraźniej nie jestem w targecie.

MaG

10-04-2010

Deus Ex Kapusta

28-03-2010

Tak jakoś wyszło, że akurat gdy wczoraj skończyłem z opóźnieniem czytać książkę Artura Domosławskiego, „Gazeta Wyborcza” postanowiła zakończyć dyskusję o jej reperkusjach…

Cóż, spóźniłem się, ale też w pewnym sensie ułatwia mi to sprawę. Czytając zastanawiałem się, która ze stron tej gorącej dyskusji (której odgłosy dochodziły do mnie, mimo że chciałem się od nich odgrodzić), jest najbliższa jakiejś „obiektywnej prawdy”.  I ciężko było mi się jednoznacznie zidentyfikować…. Tymczasem oblicza prawdy mogą być różne, a tytuł postawiony w gazecie nad zapisem finałowej debaty – „Każdy czytał inną książkę” – świetnie oddaje całą sprawę.

Moja recenzja jest krótka. Z autorem nie trzeba się koniecznie zgadzać we wszystkim.  W ogóle czepiać się można zawsze, każdego autora i każdej książki (co zresztą w pewnym sensie stanowi o racji bytu książki  pana Artura ;-) ).  Dla mnie to książka naprawdę dobra.  Ciekawa, starająca się o obiektywizm, wsparta obszernym researchem.

Czy autor był pełen złej woli? Nie. Czy zależało mu na skandalu? Nie sądzę. Że odbrązawia? No, rzeczywiście, chwilami, jako wielki fan Kapuścińskiego (to chyba głównie z „jego inspiracji” postanowiłem swego czasu zostać dziennikarzem, nie rozumiejąc zresztą jeszcze wtedy tak przejrzyście jak dziś, że Kapusta był przede wszystkim pisarzem a nie dziennikarzem), czułem lekkie powiewy grozy, ale przecież po tej lekturze nie przestał być moim „Guru”.

Dla zainteresowanych opiniami o książce, ale przede wszystkich dyskusją o „polskiej szkole reportażu”, tudzież  dyskusją „fiction vs non-fiction” przypominam link: http://wyborcza.pl/kapuscinski/0,104743.html

A zapis  wideo finałowej debaty znajdziecie TU: http://muzeumproqm.artmuseum.pl/news.php?id=kapuscinski_non_fiction

MaG

Życie po życiu

22-03-2010

Przeglądając marcowego “Teraz Rocka” natrafiłem na reklamę “Nowy, studyjny album wirtuoza gitary. Premiera 8 marca”. I może nie spadłbym z krzesła gdybym nie zobaczył powyżej, że jest to nowy, studyjny album…….Jimiego Hendrixa. Tak więc spadając z wrażenia z krzesła policzyłem na szybko i wyszło mi, że wirtuoz wydaje swój nowy studyjny album ni mniej ni więcej tylko 40 lat po śmierci. Ale czemu Jimi Hendrix ma być gorszy od Michaela Jacksona, który w pół roku po śmierci podpisał właśnie 7-letni kontrakt na 10 projektów opiewający na 250 mln dol. Oczywiście żaden z nich nie wstał na chwilę z katafalku, żeby złożyć drogocenny podpis i wrócić do spokojnego wiecznego spoczynku. W przypadku Hendrixa chodzi po prostu o wykopane z szuflad resztki muzyki, na której przez ostatnie 40 lat nikt jeszcze nie zarobił, a z kolei w drugim przypadku chodzi o krewnych Jacko, którzy po podpisaniu wielo-wielo-milionowego kontraktu dopiero zaczną przetrzepywania szuflad i schowków na szczotki z nadzieją znalezienia czegokolwiek co zostało nagrane i nieopublikowane, chociażby miała to być rozmowa Króla Popu z listonoszem nagrana przypadkiem podczas testowania telefonicznej sekretarki.

W show-biznesie od dawna wiadomo, że nic się tak dobrze nie sprzedaje jak martwy idol. Hendrix i Jackson ani nie są pierwsi ani ostatni. Elvis Presley od lat jest na liście najlepiej sprzedających się nieżywych artystów. Tupac Shakur co rusz wydaje nową płytę. Kurt Cobain wraz z kolegami co jakiś czas również wypuszczają jakiś rarytasik chociaż widać, że z niepublikowanymi rzeczami w przypadku tej martwej w jednej trzeciej kapeli coraz bardziej krucho. Już nie ma co nawet wspominać The Beatles, których wszystkie wydawnictwa wydane po śmierci Lennona zajęłyby pewnie z połowę krakowskich Sukiennic. Rzeczy stworzone przez artystów, pisarzy, malarzy czy jakichkolwiek innych przedstawicieli tzw. wolnych zawodów sprzedają się zdecydowanie lepiej kiedy już ci artyści dokonają żywota. W chwilę później wszyscy, którzy mają prawa do jakichkolwiek wytworów myśli tych nieszczęśników zaczynają jeden przez drugiego wypuszczać na rynek wydawnictwa, którym towarzyszą zwykle hasła typu “niepublikowane dzieło nieżyjącego już geniusza”, “ostatnia książka mistrza” czy też w najgorszym przypadku “ostatni wywiad tuż przed śmiercią”. I tak martwy geniusz napędza sprzedaż nie mogąc już niestety skorzystać z płynących z tego profitów.

PiJu