MŚP + PR = WM

01-12-2009

Firmy z grupy określanej wspólną etykietką MŚP coraz częściej korzystają z zalet komunikacji  public relations. Jednak, co by nie mówić, to nadal tylko wyjątki od reguły. Większość przedstawicieli tej grupy bądź w ogóle nie ma świadomości, że mogłoby, albo z różnych powodów myśli, że to nie dla nich… A przecież PR wydaje się stworzony właśnie dla nich – właśnie dla MŚP, których przeważnie nie stać na działania stricte reklamowe. Czemu więc nadal mówimy bardziej o wyjątkach, niż o regule?

Obstawiałbym, że chodzi tu o kilka nieporozumień wynikających z powszechnego na rynku nieprawidłowego … definiowania czym w ogóle PR jest.

Dość powszechne jest przekonanie, że „PR to tylko dla dużych”. Bo tylko duzi mają co komunikować dziennikarzom. No właśnie – dziennikarzom. PR  jest u nas prawie tożsamy z MR (media relations). To nigdy nie było właściwe uproszczenie, ale przyjmowano je często, bo wiadomo było, że do konsumenta i tak dociera się właśnie przez media. Ale świat się  zmienia: media zmieniły się w media 2.0, konsument w prosumenta, więc i PR musi się transformować w PR 2.0.

Właściwie powinniśmy ostatnie zdanie wyróżnić boldem. Bo to jest właśnie bodaj największa szansa jaką dostały w ostatnim czasie małe i średnie firmy. Dziś umiejętnie poprowadzony MR w nowych mediach i PR, rozumiany jako komunikacja z wszelkimi grupami z jakimi powinna się komunikować dana firma (a więc nie tylko media, ale też m.in. partnerzy handlowi, dealerzy, partnerzy serwisowi, a także blogerzy piszący o danej branży i, oczywiście, sam końcowy konsument/prosument), jest w stanie być dla małej firmy  niesamowitym BIZNESOWYM DOPALACZEM.

I to wszystko daje się dziś zrobić stosunkowo niewielkimi nakładami finansowymi, dzięki urokom internetu i nowoczesnych narzędzi jakie on dziś oferuje.

Oczywiście „na dzień dobry” potrzebna jest dobra strategia, której należy się później w miarę ściśle trzymać, żeby działania nie wyrwały się spod kontroli, no i żeby te wydane pieniądze, choć niewielkie, były wydane sensownie.

Równolegle nie można zapominać o tradycyjnych mediach, na czele z przeżywającym dziś ciężkie dni  „papierem”. One nadal potrafią zapewnić spory zasięg (chociaż coraz częściej ich odpowiedniki internetowe – dużo większy), a pozostaje jeszcze ekskluzywność i „wizerunkowość” papieru (chociaż z kolei zaistnienie w serwisie internetowym daje efekt „jeden klik do Twojej strony www”, a więc większą efektywność).

Tak zupełnie przy okazji wywrócił nam się tu kolejny mit. Ten mianowicie, że PR musi być drogi. Otóż właśnie nie musi być, bo naszkicowane wyżej zmiany w krajobrazie mediowym sprawiają, że dziś PR można prowadzić dużo taniej, a przy okazji dużo kreatywniej, niż jeszcze powiedzmy dwa lata temu. Tym samym staje się on dostępny także dla MŚP. Ba, nie dość, że dostępny, to właściwie staje się w pewnym sensie „koniecznością” – efekty mogą być bowiem tak duże, przy tak małej wymaganej inwestycji, że obciachem byłoby z takiej okazji nie korzystać.

MaG

(wpis jest “przedrukiem” mojego felietonu, który ukazał się w listopadowym numerze magazynu “Business Media”)

Tagi: ,

Corporate Social Responsibility – poryw serca czy dodatkowa kasa na marketing i PR?

29-11-2009
Warszawska GPW wprowadziła kilka dni temu nowy indeks. Dużo mniej “twardy” niż WIG-i, wręcz rzekłbym, że bardzo “miękki”. Tak bardzo miękki, że aż zaniepokoiłem się, jakie właściwie mają być kryteria jego “naliczania”. I zacząłem się wczytywać w oficjalną stronę (www.respectindex.pl).
“Respect Index, to projekt który ma na celu promowanie najwyższych standardów odpowiedzialnego zarządzania. Indeksy typu Corporate Social Responsibilty (CSR) tworzone na rozwiniętych rynkach stają się rzeczywistością. Rosnąca świadomość firm w zakresie przejrzystości i uczciwości działań …” itd.
 
W innym miejscu przeczytałem o “zyskach moralnie niekwestionowanych”, w jeszcze innym rady co do społecznego zaangażowania prezesa: “Jeśli spółka chce stać się społecznie odpowiedzialna, nie osiągnie tego bez osobistego zaangażowania zarządu. Prezes powinien brać udział w dyskusjach na temat kierunku polityki CSR, inicjować programy i projekty. Powinien być aktywny w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej oraz analizować efekty. Jest gwarantem, że spółka nie tylko wykorzysta CSR w działaniach PR, ale uczyni go częścią kultury organizacyjnej. Wreszcie nadzór prezesa zwiększa szanse, że inwestycje w CSR przyniosą oczekiwany zysk.”
 
I jeszcze taka rada, w formie pytania i odpowiedzi: “CSR jako co najwyżej atrakcyjny dodatek, który w najlepszym wypadku może ocieplić wizerunek firmy? To bardzo krótkowzroczne podejście. Próba powierzchownego przysłonięcia grzechów, na które pozwala sobie działająca kosztem otoczenia firma, nawet znacznymi kwotami przeznaczonymi na działania prospołeczne czy prośrodowiskowe, na niewiele się zda. Taka strategia będzie nie tylko mało wiarygodna, ale prędzej czy później skończy się oskarżeniami o greenwashing lub o swoisty „socialwashing”.” 

Jest też i o ekologii oraz o dobrym stosunku do własnych pracowników. Podsumowując jednak jednym słowem (albo raczej trzema): CSR, CSR, CSR ! Czyli Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność korporacji (właściwie aż się prosi, żebyśmy zaczęli używać polskiego skrótowca SOK :-) ) To być może naprowadza na właściwy trop, czym właściwie będzie Respect Index – rankingiem spółek aktywnie korzystających z CSR w swoich strategiach marketingowych. I tu od razu przestaje dziwić, że do Respect Index trafiły największe spółki z GPW; wszak na CSR pozwolić sobie mogą tylko duże firmy, małe jeśli robią coś społecznego, to jest to “tylko dobroczynność”, a nie żaden CSR.

Tylko ciekawe, jaki odsetek społeczeństwa, gdyby zrobić jakieś reprezentatywnie szeroko zakrojone badanie, powiedziałby, że PGNiG czy Tepsa są “społecznie odpowiedzialne” i należy im się moralny “rispekt”? :-)

A tak poza tym… to w sumie dobrze, że coś takiego zostało wprowadzone, bo może samemu CSR-owi zrobi to w naszym kraju dobry PR, wciąż mam wrażenie bardzo mu potrzebny… I tylko na poziomie “etycznym” zastanawiam się, czy dobroczynność i społeczne zaangażowanie wtłaczane w ramy rankingów przypadkiem nie tracą resztek swojej spontaniczności. I właściwie to przestają wtedy być dobroczynnością i społecznym zaangażowaniem. A stają się zwykłym elementem marketing miksu, na który po prostu trzeba w rocznym budżecie zapisać odpowiednią sumę, a o potem rzecz całą odpowiednio ograć PR-owo…

MaG

Drżące kolana Billa

25-11-2009

Jestem ciekaw czy właśnie zaczyna się zupełnie nowa epoka w technologiach związanych z komputerami. A to z powodu pierwszych informacji dotyczących nowego systemu operacyjnego – Google Chrome OS. Ma być darmowy, szybki jak błyskawica i o niebo lepiej zorganizowany niż każdy inny system komputerowy. Pożyjemy zobaczymy, ale jak znam Google (a używam z powodzeniem całej masy ich programów i aplikacji) to konkurencja (a w szczególności Microsoft) może zacząć się bać. Myślę, że po raz pierwszy od wielu, wielu lat Billowi zaczną drżeć kolana.

A oto krótki film wstępnie prezentujący na czym polega idea Chrome OS:

PiJu

Tagi:

Szafa gra!

19-11-2009

Nasz klient - Szafa.pl – obchodzi właśnie swoje pierwsze urodziny. Z tej okazji Szafa przygotowała rozmaite urodzinowe atrakcje, na czele z konkursem na najlepsze fotografie w kategoriach: “Open”, “Razem raźniej” i “Modna Mama”.

A my z tej okazji gratulujemy wyniku z pierwszych 12 miesięcy – poziomu 600 tysięcy użytkowników miesięcznie, 165 tys. zarejestrowanych użytkowników (czy raczej – użytkowniczek) i ponad miliona wywieszonych w “szafach” przedmiotów - i oczywiście życzymy, żeby rok drugi był równie udany!

Jest dobrze! Ale nie beznadziejnie.

06-11-2009
Firma GFMP Management Consultants we współpracy z PRoto przygotowały badanie na temat “trendów i wyzwań w obszarze zarządzania, HR i komunikacji wewnętrznej”. Jak zwykle mnóstwo różnych profesjonalnie brzmiących, inteligentnych pytań ankietowych, i jeszcze więcej odpowiedzi, z których część daje do myślenia, a pozostała część niespecjalnie daje (dość tradycyjnie – ta większa). Mnie zainteresowały kwestie “kryzysowe” i “łeb-dwa-zerowe”.
 
Jedno z pytań brzmiało: “Na jakich projektach Państwa firma koncentrowała się w ostatnim czasie, jeżeli chodzi o komunikację z pracownikami”. Najwięcej respondentów, wybierając odpowiedzi, wskazało na: “Komunikowanie zmian w firmie”. Było to aż 67,7 proc. wskazań (rok wcześnie 55,7 proc.). Czyli, po pierwsze – sporo, po drugie – bardzo wyraźny wzrost rok do roku.
Intuicyjnie wydawać by się zatem mogło, że wprost chodzi o Kryzys – firmy próbują wyjaśniac pracownikom, czy jest aż tak źle, jak o tym trąbią media, czy może lepiej (albo jeszcze gorzej) i obie strony próbują wspólnie zastanawiać się, co z tym fantem zrobić. Intuicja może jednak zawodzić.
Oto na pytanie zadane wprost w innym miejscu ankiety mamy punkt “Moja firma podjęła dodatkowe działania komunikacyjne skierowane do pracowników związane z kryzysem gospodarczym”. “Tak” odpowiedziało tylko 21 proc. dużych firm i tylko 6 proc. małych !!
 
Tak więc – jest materiał do przemyśleń :-) Na jakiś ślad,  być może właściwy, naprowadzają inne punkty z raportu, z których wynika, że komunikacja wewnętrzna w polskich firmach stosuje przede wszystkim narzędzia najbardziej “typowo PR-owe” – “działy komunikacji wewnętrznej” (przeważnie ćwierć- czy półosobowe) niespecjalnie wysilają się, żeby wymyślać coś ekstra…  Czy przypadkiem nie jest więc tak, że kryzys kryzysem, ale własnym pracownikom i tak serwowana jest tak często spotykana na naszym rynku marketingowa papka, z której  wynika zawsze i wszędzie tylko jedno – że TA firma jest najlepsza na świecie pod każdym względem?
 
 
Ciekawy jest też wątek o wykorzystywaniu “nowinek”. W komunikacji wewnętrznej dominuje stary dobry intranet (plus forum dyskusyjne). I nic w tym złego, tylko pod jednym warunkiem – że intranet jest w miarę nowoczesny,  a nie jakby żywcem wyjęty z lat 90-tych. A podejrzewam, że większość z Was pewnie miała przynajmniej raz do czynienia właśnie z takim intranetem, siermiężnym do kwadratu.. I podejściem: Działa? Działa! To cóż w nim złego?
Ano, to trochę tak jak z DOS-em, Nortonem i kilkoma innymi dawno zapomnianymi niezbędnikami każdego użytkownika komputera – jakoś tak wszyscy wolimy jednak windowsy (wszystko jedno czy microsoftowe, apple’owskie, linuksowe…). A tymczasem blog, portal społecznościowy, mikroblog – gdzieś w cytowanym badaniu na szarym końcu listy. A to przecież takie proste do wdrożenia narzędzia…
 
Pełny raport z badania dostępny jest TU.
MaG

Najlepsza PR-owa akcja roku 2009

29-10-2009
Pamiętacie akcję “Best Job in the world” ? W maju br. po kilku miesiącach youtube’owego konkursu 34-letni Brytyjczyk Ben Southall wygrał walkę o stanowisko opiekuna australijskiej wyspy Queensland. Rekrutacja do “najlepszej pracy na świecie” była pomysłem australijskich organizacji turystycznych, na czele z Tourism Queensland. Pomysł okazał się PR-owym strzałem w dziesiątkę, komentarzy w mediach na całym świecie było tak wiele, że wyceniono ich wartość na grube dziesiątki milionów dolarów. Nie widzę możliwości, żeby ten ogólnoświatowy mediowy hałas nie przełożył się na zwiększony ruch turystyczny do regionu Queensland, szczególnie że rajskość tamtejszych okoliczności przyrody była mocno podkreślana. Tymczasem główny koszt akcji wyniósł zaledwie 150 tys. dolarów, jakie obiecano wybrańcowi – opiekunowi wyspy. Oczywiście dla niego to równie dobry deal – 150 tys. dol. za pół roku nurkowania w Morzu Koralowym, dokarmianie żółwi i prowadzenie bloga. Żyć nie umierać. Musiał jednak sobie dobrze zasłużyć, bo w “drodze do Queensland” pokonał prawie 35 tys. innych kandydatów do tej posady.
 
A przypominam o tej akcji teraz, bo moim zdaniem to był najlepszy PR-owy pomysł świata w 2009 r. Do Nowego Roku czasu coraz mniej, więc pewnie już nikt tej żółtej koszulki nie odbierze. W każdym razie ja podejmuję to “ryzyko” i swoją własną nagrodę za PR najefektywniejszy i jednocześnie kreatywny (a przy okazji po prostu FAJNY) przyznaję właśnie tej akcji. To po pierwsze.
 
Po drugie – okazuje się, że Tourism Queensland kuje żelazo. I jest kontynuacja. W sumie dziwne byłoby gdyby było inaczej, wszyscy chyba przyzwyczailiśmy się, że hit, np. kinowy, musi mieć swój sequel. Ben “Adam” Southall dostał kilkanaście dni temu propzoycję przedłużenia kontraktu, a oprócz tego Tourism Queensland powtórzył swoją nietypową akcję rekrutacyjną w nieco zmodyfikowanej formule. Tym razem walka odbywała sie o siedmiotygodniowe wakacje dla czterech osób w tym rajskim rejonie (oczywiście uczestnicy wycieczki nie muszą się martwić o ŻADNE koszty). Wygrała kalifornijka Barbie Defeo, która zabierze ze sobą męża i dwie córki; jedynym jej “obowiązkiem” będzie pomaganie Benowi Southallowi w prowadzeniu bloga. O tę “posadę” starało się tym razem 23 tys. osób z ok. 150 krajów.
 
Po trzecie – okazuje się też, że jest już duży naśladowca, w dodatku podchodzący do tematu nie na zasadzie prostego copy-paste, ale dokładający swoje kreatywne trzy grosze. W ślady Tourism Queensland idzie Coca-Cola. Drużyna trzech młodych osób, “Happiness Ambassadors”, będzie jeździć po świecie i uczyć (się)  ”jak być szczęśliwym”. Nie będą mieli oni aż tak łatwego życia jak Ben Southall, bo plan zakłada odwiedzenie 206 krajów (gdzie sprzedawana jest Coca-Cola) w ciągu 365 dni. Wygląda więc na dość napięty, nie muszę chyba jednak nikogo przekonywać jaka to dla młodych ludzi gratka. W odwiedzanych krajach mają przeprowadzać krótkie badania, co czyni ludźmi szczęśliwymi WŁAŚNIE TAM i dzielić się to wiedzą z całym światem za pośrednictwem serwisów społecznościowych. Kampania nazywa się “Expedition 206″ i potrwa przez cały rok 2010. Wzorem “Best Job in the world” Coca-Cola poprosi internautów o wybranie zwycięskiej trójki z szortlisty finalistów (koniec głosowania 6 listopada). Zaczną oni później swoją podróż w Madrycie, 1 stycznia, a zakończą w Atlancie, 31 grudnia. Szczęśliwe sprawozdania z podróży dookoła świata publikowane będą w Facebooku, YouTubie, Twitterze i Flickrze, a także na oficjalnej stronie “Expedition 206″. Publiczność z całego świata może się angażować w akcję m.in. poprzez dawanie wskazówek gdzie dokładnie drużyna w danym kraju powinna się udać, i co tam robić… Jak mówi jedna z szych Coca-Coli, globalny boom na social media pozwala temu koncernowi stworzyć całoroczny wciągający serial telewizyjny bez telewizji. Mamy więc Media 2.0 i PR 2.0 w jednym.
MaG

Rewolucja w wizerunku

13-10-2009

Jako czytelnik magazynu „Teraz Rock“ miałem przez lata wrażenie, że polskie zespoły rockowe zupełnie nie zwracają uwagi na to jaki wizerunek mają w mediach. Przykładowo czyta się wywiad z zespołem X. Można się domyślać, że chłopaki rockowe, z niejednej sceny „maderfakami“ rzucali, mówią składnie, ale patrzy się na zdjęcie i odechciewa się dalszego czytania, o słuchaniu muzyki już nie mówiąc. Dlaczego ? Bo na tym zdjęciu (ewidentnie zrobionym przez brata szwagra kuzynki Joli) nasi bohaterowie pozują na rockerów, a wyglądają jakby brali gościnny udział w Muppet Show. Albo zespół Y mówi w wywiadzie, że nagrał kolejną płytę, że jest ona lepsza od poprzedniej i bardziej od niej dojrzała. No to widać, że panowie przyłożyli się do swojej pracy czy swojego hobby. I byłoby wspaniale tyle, że z amatorskiej fotki wieje nudą gdyż wszyscy członkowie zespołu wyglądają jak na zdjęciu z rodzinnego przyjęcia u cioci Apolonii. Nie każdy amatorski zespół może wynająć fotografa i zrobić sobie profesjonalną sesję zdjęciowa, ale prawie każdy ma kolegę, który hobbystycznie zajmuje się fotografią. Domyślam się, że często nie zwracanie uwagi na zdjęcia wynika z faktu kontestacji komercyjnej strony działalności muzycznej, ale nie tędy droga w „rzeczywistości ciągłej sprzedaży“ (jak to ładnie ujęli panowie z Myslovitz w jednej ze swoich piosenek).

I nagle w październikowym numerze „Teraz Rocka“ widać czarno na białym i kolorowo na kolorowym, że jesteśmy świadkami nowej rockowej rewolucji. Rewolucji wizerunkowej. Gołym okiem można zauważyć, że polscy wykonawcy zaczęli zwracać większą uwagę na to jaki ich wizerunek pojawi się w mediach. Może to przypadek, a może coś więcej. Pierwszy z brzegu artykuł o zespole Sensorry. Jeszcze nie znam ich muzyki, ale patrząc na zdjęcie

Sensorry

Sensorry

chce mi się nimi zainteresować. Dalej zespół Ocean. Muzyki nie kojarzę ani trochę, natomiast porządne (nic wielkiego ale porządne wizerunkowo) zdjęcie skłania do zainteresowania się tym co mają do zaoferowania w sferze muzycznej. Zdjęcie powracającego po latach zespołu Rotary również nie wygląda najgorzej.

I takich przykładów w najnowszym numerze pisma jest więcej.

Bez odpowiednio stworzonego lub podrasowanego wizerunku wielu wykonawców (również tych mocno alternatywnych) nie zaszłoby tak daleko i pewnie nie mielibyśmy dzisiaj okazji słuchać ich muzyki. The Cure musieli stworzyć swój wizerunek gdyż inaczej jak sami mówili wyglądaliby jak The Village People (którzy również mieli perfekcyjnie stworzony, chociaż zabawny, wizerunek – do wglądu w necie). Nie byłoby również U2, które dzisiaj znamy, bez wizerunku stworzonego m.in. przez Corbijna. Także muzyka Nirvany nie brzmiałaby pewnie w naszych uszach tak fascynująco gdyby nie wizerunek zbuntowanego Cobaina na zdjęciach i cała alternatywna otoczka. Wizerunek rządzi chociaż na szczęście liczy się również muzyka.

PiJu

Więcej wiwatowania

08-10-2009

Tak sobie patrzyłem w ekran telewizora, na którym tłumy ludzi na ulicach wiwatowały z powodu otrzymania przez Rio możliwości organizowania Olimpiady w 2016 r. Patrzyłem i szkoda mi było, że my tutaj w Polsce tak nie potrafimy cieszyć się z przeróżnych zwycięstw. Nasi siatkarze zdobyli niedawno złoty medal na Mistrzostwach Europy, a na ulicach żadnych tłumów, żadnej radości i uśmiechniętych ludzi. Toż to wspaniała okazja, żeby odkorkować pseudo-szampana i pobratać się na ulicach. No przyznajmy szczerze, że nie jesteśmy skłonni wyjść z domu i trochę powiwatować. A szkoda, bo można w ten sposób pokazać wizerunek kraju i jego obywateli, który opiera się też właśnie na takich obrazkach jak te z ulic Rio. Gdyby większość naszych rodaków uradowanych ze zwycięstwa polskich siatkarzy na chwilę wyłączyła telewizor i wyszła na ulice moglibyśmy pokazać światu, że umiemy się cieszyć i bawić. Takie obrazki zawsze ładnie wyglądają w mediach i tworzą dobry PR dla kraju. Ale nie ma co narzekać – z pewnością nasze nastawienie zmieni się kiedy w 2012 wygramy piłkarskie Mistrzostwa Europy i wtedy pokażemy światu jak umiemy cieszyć się z naszych zwycięstw.

P.S.

Przyznam się, że niestety sam też nie jestem taki pierwszy, żeby wychodzić na ulice w celu wiwatowania, ale chciałbym to zmienić.

PiJu

Sprytniejsi niż śledzik

03-10-2009
Do niedawna śledzik w naszym kraju, wiadomo, lubił pływać. Najchętniej w jednym stadzie z meduzą, kręcącą się wokół lornety.***
 
Od kilku tygodni Śledzik raczej śledzi niż pływa. I jest tematem niemal ogólnonarodowej dyskusji (a przynajmniej nosi znamiona takiej, bo rzecz dotyczy kilkunastu milionów userów Naszej-Klasy, a na pierwszy rzut oka duża część z nich w tę dyskusję żywo jest zaangażowana).
Jeden Śledzik, a ile wspaniałych kejsów do analizy. No, bo na przykład sama ta nazwa. Miało być lekko, zabawnie i z przymrużeniem oka, a wyszło… hmmm… Śledzik ludzi jakoś nie rozśmieszył, a sądząc po reakcjach naszoklasistów, to zdecydowanie ich przestraszył lub po prostu zeźlił. W zasadzie nie wiadomo dlaczego, ale jeśli nie wiadomo dlaczego, to możemy przypuszczać, że częściowo z powodu tej szpiegowskiej nazwy. Miał być sukces, posuwający Naszą-Klasę mocno do przodu, a wyszła piękna katastrofa, która może się skończyć odejściem części naszoklasistów (jakby nie było, spora część użytkowników serwisu wyszła już z fazy fascynajcji i jest nim po prostu znudzona – to może być ta ostatnia kropla goryczy…). Mamy więc idealny kejs sytuacji kryzysowej – największy polski serwis internetowy zawala totalnie komunikację z użytkownkami, przez co fatalnie przyjmują oni nową usługę, a następnie niewiele robi, żeby już w kryzysie jakąś rozsądną komunikacją sprawę wyprostować.
No i wreszcie mamy świetny przykład działania pozytywnego i trzymania ręki na pulsie. Otóż pod temat podpiął się serwis Spryciarze.pl, serwując internautom szeroko zakrojoną śledzikową kampanię, przekierowującą na Spryciarzy. A tam, zgodnie z profilem serwisu, rozmaite filmiki wideo z poradami typu “jak dobrze przyrządzić śledzika”, ale jednocześnie – wbrew profilowi serwisu – obszerne wyjaśnienia jak wyłączyć tego upierdliwego Śledzika z poziomu swojego komputera i posiadanej internetowej przeglądarki. Sprawdziłem, działa (przepis można znaleźć TU). Nie, żebym Śledzika się bał, ale zaśmiecał mi ekran (w dodatku zupełnie bezcelowo, bo 99 proc. wpisów dotyczyło tego, jak Go wyłączyć). Zresztą Nasza-Klasa służy do czegoś zupełnie innego, “śledzika” mam już od dawna, i w lepszym wydaniu, na Facebooku.
W każdym razie Spryciarzom gratuluję pomysłu, wyszło fajnie i z jajem, podejrzewam, że świadomość tej sprytnej marki po tej kampanii mocno wzrośnie.
MaG
*** (jeśli ktoś nie wie o co chodzi z tą lornetą i meduzą, to odsyłam do Tadeusza Konwickiego, ewentualnie np. do Nowego Polskiego Słownika Pijackiego)

Szewc bez PR-u chodzi

22-09-2009

Serwisy Proto.pl i GazetaPraca.pl przeprowadziły w sierpniu badanie pod hasłem „Motywacje polskich PR-owców”.  Wnioski nie są może specjalnie powalające, ale na chwilę zerknąć zawsze warto…  Mnie szczególnie zainteresowały dwa wątki.

1. motywacje do podejmowania pracy w branży, w zależności od płci

Otóż jak się okazuje dla kobiet  jedną z dwóch głównych motywacji jest przekonanie (nadzieja?), że jest to praca kreatywna. Drugą z głównych motywacji jest – uwaga, uwaga – MODA!! :-) Tak to lakonicznie zostało ujęte w badaniu i podsumowującym je raporcie.

I domyślajcie się sami, czy raczej chodzi tu o to, że modnie jest być PR-owcem, czy raczej o to, że z czystym sumieniem można sobie co kilka dni kupować nowy ciuch, bo przecież wszyscy wiemy, że „tego wymaga ta praca” …

2. rotacja w branży

Aż 72 proc. respondentów (a grupa ankietowanych nie była mała, bo obejmowała prawie 600 osób związanych z public relations) zmieniło pracę w ciągu ostatnich dwóch lat. I aż 52 proc. deklaruje, że zamierza pozostać w swoim obecnym miejscu zatrudnienia nie dłużej niż 2 lata!

Zaskakująco krótkie „horyzonty czasowe”! Natomiast już zupełnie niezaskakujące powody takiej sytuacji – dokładnie te same, jak w każdej innej branży: niesatysfakcjonujące zarobki, potrzeba zmian, czy wreszcie brak jasnej ścieżki rozwoju zawodowego u danego pracodawcy. Czyli mamy tu brak dobrego wewnętrznego autoPR-u w branży PR-owej, typowy szewc chodzący bez butów…

TUTAJ możecie obejrzeć pełne wyniki badania dość szczegółowo rozrysowane na kolorowych słupkach.