Zdziwione miny władców

17-03-2010

Obejrzałem film Tomasza Sekielskiego “Władcy marionetek”. TVN go strasznie reklamował wszem i wobec. Wszędzie można było o nim przeczytać a to, że odsłania kulisy, a to, że po raz pierwszy w polskiej telewizji, a to, że jeszcze nigdy i tego typu marketingowe wkręcanie.

Już zacząłem go szukać po necie w nadziei, że TVN ot tak w ramach uwielbienia internautów wpuścił go gdzieś za zupełną darmochę. Ale nie znalazłem i nagle przypadkiem trafiłem na film w telewizji jakoś w okolicach północy.

Widać, że narobił się Pan Tomasz, nałaził za ważnymi panami z ważnymi minami, nawysiadywał na stopniach schodów, nataszczył kolorowych pudeł i nawyczekiwał się na Wiejskiej, żeby pytać o rzeczy wzniosłe i prozaiczne.

Idea jest prosta: człowiek czasem mówi co mu ślina na język przyniesie żeby zdobyć poklask i uwielbienie ludu (zwłaszcza kiedy pracują wszystkie kamery), a za jakiś czas wystarczy dopaść delikwenta i prosto z mostu zapytać co i jak z obietnicami składanymi kiedyś z dłonią na sercu. Delikwent zaczyna kręcić, pocić się, marszczyć czoło, sapać i jest ugotowany bo w życiu się nie spodziewał, że kiedykolwiek komukolwiek przyjdzie do głowy tak absurdalny pomysł, żeby pytać się o spełnienie jego obiecanek-cacanek. Przecież wszyscy wiemy, że to taka gra, taka zabawa i nikt tego nie bierze na serio. Jeśli producent samochodów z ekranu telewizyjnego obiecuje, że w jego najnowszym modelu zmieści się 5 osób, 10 sztuk bagażu, 2 deski surfingowe, rozkładana kanapa i jeszcze na tym wszystkim umości się mastif angielski to przecież wiadomo, że to tylko taka gra i że tak naprawdę w pojeździe zmieszczą się 2 niewysokie osoby, jedna damska torebka typu kopertówka i być może gdzieś w nogach malutki, jazgotliwy York.

Film jednak nie jest w ogóle śmieszny, szczególnie kiedy widać jak bardzo zawodna jest pamięć większości obiecujących i jak bardzo muszą marszczyć czoła żeby przypomnieć sobie co jakiś czas temu naobiecywali.

We “Władcach marionetek” pojawia się też zagraniczny spec od marketingu, który mówi, że nie robi mu w sumie różnicy czy promuje człowieka czy jeden z produktów szybkozbywalnych bo właściwie niczym się te 2 produkty (człowiek i produkt) od siebie nie różnią.

A na końcu bohaterowie filmu otrzymują jeszcze szybkostrzelne pytanie czy ich grupa zawodowa kłamie i czy oni sami kłamią.

I warto obejrzeć ten film chociażby dla widoku tych kilku fenomenalnych min kiedy pada pytanie o kłamstwo.

PiJu

Precz z lepszym smakiem

15-03-2010

Kompania Piwowarska likwiduję markę piwa Frater. Całkiem dobrą markę. I całkiem smaczną. Już wcześniej KP przestała produkować piwo Dog in the Fog. Były to jedno z najfajniejszych naszych lokalnych piw (chociaż z ambicjami brytyjskości smakowej). Przyznam, że nie lubię zbytnio wszystkich tych jasnych pełnych, popłuczynowych i jednakowych w smaku piw, które można kupić w każdym spożywczaku za rogiem. A teraz okazuje się, że oprócz nich żadnego innego, smakowo bardziej wyszukanego piwa, już nie będzie. Kiedy 5 lat temu pojawił się Frater, a chwilę później Dog in the Fog wydawało mi się, że coś się ruszyło w dobrym kierunku. Teraz widzę, że ruszyło się znowu w kierunku  jasnym i pełnym, a co za tym idzie monotonnym i nudnym jak przysłowiowe flaki z olejem. Skończyło się na tym, że generalnie, ogólnie i w szczegółach można będzie kupić wszędzie tak naprawdę jedno i to samo piwo o tym samym słabym i prostym smaku jedynie pod różnymi nazwami i od różnych producentów. Czyli precz z różnorodnością, wywieśmy flagi, pomóżmy naszym i skończmy z lepszym smakiem.

PiJu

Tagi:

Legenda do tortu

04-03-2010

Chyba jednak muszę się trochę wytłumaczyć z mojego przedwczorajszego wpisu, bo „dzień po” stwierdziłem, że intencje moje mogły być nieco niejasne. Otóż … hmmm… był to po prostu czysty spontan. :-)

Yahoo nie wchodzi do Polski, ani nie zostaje klientem ŁubuDubu (niestety :-) ), po prostu obchodziło przedwczoraj symbolicznie swoje 15-te urodziny, a ja – jako zagorzały fan i użytkownik tego portalu – postanowiłem ze swoimi życzeniami symbolicznie się dołączyć ; choćby dlatego, że życzyłbym sobie aby wszyscy klienci ŁubuDubu byli tak zadowoleni z wieloletniej współpracy z naszą agencją, jak ja jestem zadowolony z korzystania z Yahoo.

Od lat – no, może nie od 15-tu, ale na pewno od „nastu” – korzystam z zasobów tego portalu, głównie  z newsowych i głównie  z dziedziny finansowo-giełdowej, ale nie tylko , a poza tym od tych już „ nastu” lat jestem szczęśliwym posiadaczem prywatnej skrzynki mailowej na Yahoo właśnie.

I chociaż próbowałem po drodze oferty wszystkich polskich portali w tym względzie, to zawsze z przykrością stwierdzałem, że polskie skrzynki mają się jakościowo nijak do tej zza oceanu.

Poza tym historia mojego „związku” z Yahoo jest dla mnie niemal jak historia komercyjnego Internetu w ogóle. Mam przyjemność pamiętać całkowite prapoczątki „masowego” netu w Polsce, kiedy komputer będący ”ON” był jeszcze rarytasem, a szczytem marzeń było posiadanie w domu modemu, którym mozolnie można było próbować dodzwaniać się na sławny numer dostępowy Tepsy. Ba, to przecież były czasy kiedy zaledwie chwilę  wcześniej jeszcze mało kto  w Polsce myślał o tym, by mieć w domu komputer PC, kojarzony wtedy prawie wyłącznie z zastosowaniami profesjonalnymi i uczelniami technicznymi. Wirtualna Polska ledwie wychodziła z powijaków i niemowlęcego etapu bycia KATALOGIEM, Larry Page i Siergiej Brin jeszcze nawet nie przeczuwali , że stworzą Google, a najmodniejszą wyszukiwarką na świecie była Altavista…  I to właśnie Yahoo był wtedy synonimem PORTALU, a jego system pocztowy synonimem SKRZYNKI MAILOWEJ.

Tak, tak, aż się łza w oku kręci… Jeszcze raz więc: Happy Birthday, Yahoo!!

MaG

15 lat minęło…!

02-03-2010

Temperatura rośnie

16-02-2010

Jest trzecia fala badania Fahrenheit PR – styczeń 2010. Poprzednie to:  czerwiec 2009 i październik 2009.
I chyba właśnie porównanie części wyników z tych trzech fal jest w tym wszystkim najciekawsze. Otóż wynikałoby z niego, że mamy w branży ogromny wzrost biznesowego optymizmu. Co jest dość zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że na świecie (i w Polsce) ciągle jeszcze kryzys nie powiedział ostatniego słowa (a przynajmniej nie ma takiej pewności), ale w sumie nie jest zaskakujące, jeśli uważnie przyglądamy się rynkowi i wiemy, że agencje PR nawet w najgorszych momentach tego kryzysu nie narzekały na brak pracy…

Dziś w badaniu tylko 21 procent respondentów stwierdziło, że w branży “jest kryzys / widać oznaki załamania” – zaledwie kilka miesięcy temu, w  październiku, mówiło tak aż 48 proc., a w czerwcu aż 58 proc. Za to teraz aż 54 proc. twierdzi, że widać poprawę i że rynek się rozwija (w październiku – 26 proc., w czerwcu tylko  15 proc.). A możemy przyjąć, że respondenci mniej więcej wiedzą co mówią, bo przeankietowano 28 z 31 agencji zrzeszonych w ZFPR.
Cały raport można sobie obejrzeć TU.

MaG

Będziemy piękni jak dawniej…

10-02-2010

…będziemy działać (jeszcze) sprawniej!!

Oczywiście lubimy Czesława, oczywiście lubimy jak Śpiewa i lubimy jak Świerka, ale…  oczywiście to nie o tym, nie o tym jest ten wpis…
Zdecydowanie natomiast jest o tym, że do grona naszych klientów dołączyła klinika chirurgii plastycznej Artplastica. Wybrała nas w swoim przetargu, bo…

…no przecież wiadomo … :-)

W każdym razie popracujemy, razem z managerami kliniki, nad pięknem jej strategii komunikacyjnej a także marketingowej i biznesowej strategii obecności firmy w internecie. Artplastica działa w Szczecinie, ale klientów ma z całej Europy, ba, także z USA i z Australii.

Wszystkim, którzy już dawno chieli się dowiedzieć czegoś o upiększaniu, ale bali się o to zapytać, polecamy stronę naszego nowego klienta: www.artplastica.pl

Steve wciąż zadziwia

28-01-2010

Jobs pokazał światu swoją kolejną zabawkę:  http://tinyurl.com/yd29c9j. Kolejny kawałek plastiku, który trafia na “jedynkę” w wiadomościach cnn.com. Tym razem jest to “iPad” czyli połączenie ipoda z tabletem. Apple ma niesamowitą zdolność wypuszczania w świat urządzeń, które niby nie są niczym innym jak po prostu urządzeniami, ale i tak prawie każdy chce je od razu mieć. Urządzenie jak urządzenie: taki większy iPod albo mniejszy laptop tyle, że z samym ekranem bez części “klawiaturowej”. Lekki, ładny i Job mówi, że bateria wytrzymuje 10 godzin. Jest jednocześnie komputerem, ipodem i niby e-czytnikiem ( z tym, że bez technologii e-papieru). Nic tylko kupować i położyć obok innych wcześniej zakupionych ajpodów, ajtaczów, ajmaków, aj…i tak dalej.

Patrząc na iPada zacząłem myśleć, że coraz bardziej zastanawia mnie, w którym kierunku zmierza technika komputerowo, komórkowo, odtwarzaczowa. Dawno, dawno temu (czyli jakieś 5 lat temu) zapowiadało się, że wszystko będzie zmierzało do urządzenia, które będzie i komputerem, i komórką, i odtwarzaczem mp3, i telewizorem i wszystkim co w kwestii elektroniki ludzie wymyślili i wymyślą. I był taki moment, w którym takim przyjemnym monstrum zaczęły się stawać komórki. Można było na nich słuchać muzyki, na upartego obejrzeć film, napisać maila, sprawdzić w internecie menu ulubionego baru mlecznego, zrobić zdjęcie motyla na zbliżeniu umożliwiającym zobaczenie jego zdziwionej miny, a nawet zadzwonić po taksówkę. Najbliższy tej idei jest oczywiście…..iPhone, ale ze “zwykłymi” Nokiami też da się przeżyć w epoce multimedialności. Teraz kiedy doszły e-czytniki i pojawią się iPady znowu trzeba będzie taskać ze sobą kilka urządzeń i idea jednego multimedialnego kombajnu pójdzie w odstawkę. No chyba, że od razu po powrocie z prezentacji iPada Steve usiadł w wygodnym fotelu i zaczął wymyślać kolejną zabawkę. Kto go tam wie.

PiJu

Tagi:

Pracujemy dla Czerwonej Ósemki

26-01-2010

Rozpoczynamy współpracę z agencją reklamową Red8.

Będziemy zajmować się wizerunkiem i odpowiadać za kontakty z mediami.

Chcecie dowiedzieć się kogo obsługuje Red8 i zobaczyć jej reklamy ? – www.red8.pl

Łubu BiBi

13-01-2010

Rozpoczynamy współpracę z firmą BB Elements, która jest dostawcą rozwiązań adserwerowych – do zarządzania kampaniami reklamowymi w internecie i ich dokładnego mierzenia. Wszystko o BB Elements znajdziecie pod adresem www.bbelements.pl. Będziemy kreować wizerunek firmy, zajmować się dla niej kontaktem z mediami i jeszcze wieloma innymi PR-owymi “drobiazgami” :-)

Gratulacje przyjmujemy mailowo i telefonicznie. A co tam – esemesowo też!

Świątecznie, trójwymiarowo, optymistycznie

07-01-2010

Nie, nie spoczęliśmy na laurach i to wcale nie jest tak, że od razu po otrzymaniu brązowego medalu w konkursie na Firmowy Blog Roku postanowiliśmy przestać pisać. Po prostu… Święta, Święta, a po Świętach jeszcze przez kilka dni święta demobilizacja. Ale wracamy do rzeczywistości. Nie odchodząc jednak jeszcze zbyt daleko od atmosfery świątecznej….

Otóż tak się stało, że w te Święta, dzięki temu, że dysponowałem zasobem wolnego czasu wielokrotnie większym niż “na co dzień”, udało mi się odzyskać wiarę…

Tak, właśnie, wiarę. Wiarę w przyszłość: 1. kina, 2. reportażu prasowego.

1. Kina, bo obejrzałem sobie, trochę ni z gruszki ni z pietruszki, “Avatara”  – i wyszedłem z kina zachwycony. Oczywiście jak w przypadku 99 proc. amerykańskich filmów można się czepiać samej “story”, jak zwykle mocno naciąganej i z mocno przesłodzonym happy endem, ale … Po pierwsze idąc na film Sci-Fi liczymy się z konwencją i zgadzamy się na wiele rzeczy niedopuszczalnych w przypadku innych gatunków. Po drugie – i tu upatruję świetlanej przyszłości kina – film poraża swoją trójwymiarowością (mimo, że jest bardzo dyskretna, i tylko z rzadka wyskakuje nam coś przed sam nos :-) Ja w każdym razie po tym doświadczeniu stwierdzam jednoznacznie: jeśli do kina, to tylko na 3D, wszystko inne mogę sobie obejrzeć w domu (to jest zresztą powód dla którego do tej pory wątpiłem w różową przyszłość kina – coraz większy komfort i jakość oglądania filmów we własnym salonie).

2. Reportażu prasowego, bo tuż przed Świętami zaopatrzyłem się w “Twarze Dużego Formatu” i stwierdziłem, że to było najlepiej wydane 6,50 zł .. no, bez przesady, nie “ever”, ale na pewno od dawna, a zaraz potem, w świątecznym wydaniu “Gazety Wyborczej” znalazłem świąteczny dodatek, który po prostu powalił mnie na kolana. Czytałem kolejne reportaże i nie wierzyłem własnym oczom. Alleluja! Jeszcze nie wszystko stracone! W niszczącej powodzi tabloidowej, infoteinmentowej i internetowej przetrwały jeszcze wysepki starego dobrego reportażu. Właściwie jest to ostatnia wysepka, nazwijmy ją Czerska Island, ale wygląda na to, że nie zamierza dać się zatopić. A może i inni pójdą tą drogą…?
Inni, idźcie tą drogą!

MaG

Tagi: , , ,