Archiwum tagu: ‘prasa’

Tabletyzacja prasy? Oby…

12-08-2011

O ile o tabloidyzacji mówimy od wielu, wielu lat, i raczej ze wstrętem, to tabletyzacja jest zjawiskiem bardzo nowytm, w dodatku wzbudzającym zupełnie przeciwne uczucia – ze strony czytelników pozytywne zaciekawienie, natomiast dla wydawców prasowych to często wręcz jedyne światełko w tunelu (w każdym razie hipotetyczne). Nadzieja ta może być złudna, ale przynajmniej jest się czego przytrzymać, a brzytwy jako żywo tablety nie przypominają.

W ostatnich dniach pojawiły się pierwsze jako tako sensowne dane ilościowe o sprzedaży prasy na tablety w USA. Time Warner (konkretnie – Time Inc) zapowiedział, że do końca roku przygotuje wersje na tablety wszystkich swoich tytułów. Wcześniej przygotował cztery: “Time”, “People”, “Sports Illustrated” oraz  ”Fortune”; w kolejce pozostaje jeszcze 17 (fakt, że trochę mniej spektakularnych). Przy tej okazji wydawca podał, że do tej pory aplikacje przygotowane przez Time Inc. zostały ściągnięte ponad 11 mln razy.  Nieco wcześniej konkurencyjne wydawnictwo Condé Nast opublikowało pierwsze dane o sprzedaży swoich tytułów na iPady. Tygodnik  ”New Yorker” zdobył już 100 tys. ipadowych czytelników (z czego 20 tys. osób zdecydowało się na roczną prenumeratę za 60 dol).  Condé Nast był jednym z pierwszych wydawców, oferujących aplikacje swoich magazynów na iPada. Do tej pory CN stworzył 22 aplikacje, m.in. tabletowe edycje takich magazynów jak “Vanity Fair”, “Wired” czy “GQ”. W sumie wydawnictwo pozyskało już prawie ćwierć miliona (242 tys.) czytelników tabletowych wydań (chociaż ponad połowę stanowią ci, którzy prenumerują magazyny Condé Nast na papierze).

Przy okazji warto przyjrzeć się faktowi, że aplikacja tabletowa „New Yorkera” jest bardzo oszczędna w formie (w przeciwieństwie do często rozbuchanych graficznie i naszpikowanych materiałami wideo wydań innych magazynów) – to ciekawy przyczynek do rozmowy o tym czego tak naprawdę potrzebują czytelnicy korzystający z mobilnych deviceów oraz do rozmowy na temat tablety vs. Czytniki e-papieru. Ale to tematy na zupełnie osobną (i długą! :-) )  dyskusję …

A jeszcze inna dyskusja – równie ciekawa – czy tabletyzacja wzmocni tabloidyzację, czy może ją zahamuje?

MaG

MediaMarketingPolska.pl

17-07-2011

No i stało się. Było trochę plotek, potem plotki przerodziły się w niemal pewność, a teraz niemal pewność zmienia się w fakt. Trzymam właśnie w rękach najnowszy, lipcowo-sierpniowy numer magazynu „Media & Marketing Polska” i … wstępniak naczelnej jest jednocześnie pożegnaniem, nie zostawiając już wątpliwości. To ostatni papierowy numer tego magazynu. Znika z rynku po niemal 20 latach wzlotów i upadków. Szkoda.

Na pocieszenie pozostaje fakt, że tytuł nie znika całkiem z powierzchni Ziemi i nie chce całkiem rezygnować z trzymania ręki na pulsie mediowo-reklamowego rynku. Będzie funkcjonował w Internecie, według planów i zapowiedzi wydawcy jeszcze długo zamierza też wydawać papierowe raporty tematyczne, no i wydaje się, że chyba mocniej pójdzie w biznes konferencyjny, by chociaż tak wykorzystać potencjał mimo wszystko silnej marki…

Życzymy powodzenia na nowej drodze (niestety mocno wyboistej) wydawniczego życia…

MaG

Różowe niemieckie bąbelki

06-06-2011

Poniedziałek rano… a my różowo widzimy… Tak powinien się zaczynać każdy tydzień! :-)

Jestem klientem Ery od kilkunastu lat, więc nie trzeba mi uświadamiać, co to jest T-Mobile i skąd się „nagle” wziął i dlaczego przestaje istnieć wszechobecne do tej pory niebieskie logo Ery. Ale gdy kupiłem sobie dziś „Gazetę Wyborczą”, przyznaję, przez chwilę byłem wstrząśnięty. Czołowy dziennik w kraju nagle zmienił kolor, przez chwilę nawet myślałem, że może zaszła pomyłka i kioskarka z rozpędu wręczyła mi konkurencyjną „Rzepę”. Ale nie…

Cóż, żeby się  zbyt długo na ten temat rozwodzić:

  1. Gratuluję pracownikom biura reklamy Agory,  Deal z T-Mobile to musi być niezły zastrzyk gotówki
  2. W różowym „Gazecie” do twarzy, chociaż na dłuższą metę z ulgą przyjmę powrót do biało-szarości
  3. Przede wszystkim jednak, i to jest prawdziwy powód dla którego powstał ten post – tak właśnie powinno się robić FAJNY marketing, a wtedy fajność przełoży się na trwałe efekty i  bardziej policzalne wskaźniki. Jak dla mnie bomba!, że zacytuję kultowego „Kurta i Albina”. Intrygująca (ale nie denerwująca) zmiana koloru dziennika na swój firmowy i wizerunkowe miłe layouty (może troszeczkę zbyt sztampowe, no ale nie można mieć wszystkiego).

A przecież można było to zrobić inaczej, czyli schrzanić standardowo, jak to często dziś się robi. Czyli np. naszyć swoją reklamę  na cover gazety (tylko po to, żebym musiał ją natychmiast zedrzeć, by móc sobie spokojnie poczytać newsy z jedynki i jeszcze musiał zastanawiać się gdzie znaleźć jakiś kosz na śmieci, żeby kulturalnie tego czegoś się pozbyć). A na którejś z kolejnych stron dać artykuł sponsorowany, bezczelnie prosprzedażowy, a nieoznaczony etykietką reklama. A na trzeciej reklamę taktyczną, prezentującą 40 różnych taryf, samych najlepszych na rynku,  jakie klient nowej marki będzie miał od teraz do wyboru.

No więc jeszcze raz gratuluję marketingowcom, którzy mieli wyczucie i smak i życzę… trzymania poziomu :-)

PS. swoją drogą te zaróżowione bąbelki troszeczkę, powtarzam – tylko troszeczkę, kojarzą mi się z fioletowymi bąblami Playa… 

MaG

Uważam Rze warto!

07-02-2011

“Uważam Rze warto!” pisze Michał Karnowski w swoim wstępniaku do pierwszego wydania nowego tygodnika.

Ja też uważam, że warto, bo nowy tygodnik opinii na rynku to zawsze powiew jakiejś świeżości. Pamiętam, że poprzednim razem („Ozon”) było to duże wydarzenie i tego też życzę „Uważam Rze”. Szkoda, że przygoda „Ozonu” trwała tak krótko – tutaj życzę „Uważam Rze” jakiegoś lepszego wyniku, chociaż szczerze mówiąc, bardzo wątpię w odpowiednią głębokość kieszeni wydawcy. Gdybym miał coś obstawiać, to obstawiałbym, że od ogłoszenia, iż rynek negatywnie zweryfikował projekt dzieli nas kilka – kilkanaście miesięcy. Ale na razie możemy się pokojnie cieszyć z nowego tygodnika i przyglądać jego linii programowej.

Dziś to dopiero pierwszy numer, poważniejszych recenzji będzie można  się dopuszczać po przynajmniej kilku wydaniach, jednak już na pierwszy rzut oka widać, że zapowiedzi miksu  konserwatywno-liberalnego były mocno na wyrost, bo konserwatyzm i owszem, dość wszechobecny, ale w którym miejscu ten liberalizm?

I mały drobiazg, taki „branżowy smaczek”  – we wstępniaku Michał Karnowski pisze też, że tygodnik pozyskał doskonałych autorów z najpoważniejszego polskiego dziennika, czyli “Rzeczpospolitej”. Po pierwsze – cóż za fałszywy brak skromności! :-) . Po drugie – ciekawe na czym właściwie polega pozyskiwanie autorów siedzących w tym samym ołpenspejsie? :-)

Aha, a jeszcze uwarzam, rze nowy tygodnik fajny tytuł ma , bo żuca się w oczy,  ale w dobie gdy społeczeństwo powoli i tak rzegna się z wieloma regółami językowymi, to trohę ryzykowne, tak robić lódzią mentlik w głowah.

MaG

Świątecznie, trójwymiarowo, optymistycznie

07-01-2010

Nie, nie spoczęliśmy na laurach i to wcale nie jest tak, że od razu po otrzymaniu brązowego medalu w konkursie na Firmowy Blog Roku postanowiliśmy przestać pisać. Po prostu… Święta, Święta, a po Świętach jeszcze przez kilka dni święta demobilizacja. Ale wracamy do rzeczywistości. Nie odchodząc jednak jeszcze zbyt daleko od atmosfery świątecznej….

Otóż tak się stało, że w te Święta, dzięki temu, że dysponowałem zasobem wolnego czasu wielokrotnie większym niż “na co dzień”, udało mi się odzyskać wiarę…

Tak, właśnie, wiarę. Wiarę w przyszłość: 1. kina, 2. reportażu prasowego.

1. Kina, bo obejrzałem sobie, trochę ni z gruszki ni z pietruszki, “Avatara”  – i wyszedłem z kina zachwycony. Oczywiście jak w przypadku 99 proc. amerykańskich filmów można się czepiać samej “story”, jak zwykle mocno naciąganej i z mocno przesłodzonym happy endem, ale … Po pierwsze idąc na film Sci-Fi liczymy się z konwencją i zgadzamy się na wiele rzeczy niedopuszczalnych w przypadku innych gatunków. Po drugie – i tu upatruję świetlanej przyszłości kina – film poraża swoją trójwymiarowością (mimo, że jest bardzo dyskretna, i tylko z rzadka wyskakuje nam coś przed sam nos :-) Ja w każdym razie po tym doświadczeniu stwierdzam jednoznacznie: jeśli do kina, to tylko na 3D, wszystko inne mogę sobie obejrzeć w domu (to jest zresztą powód dla którego do tej pory wątpiłem w różową przyszłość kina – coraz większy komfort i jakość oglądania filmów we własnym salonie).

2. Reportażu prasowego, bo tuż przed Świętami zaopatrzyłem się w “Twarze Dużego Formatu” i stwierdziłem, że to było najlepiej wydane 6,50 zł .. no, bez przesady, nie “ever”, ale na pewno od dawna, a zaraz potem, w świątecznym wydaniu “Gazety Wyborczej” znalazłem świąteczny dodatek, który po prostu powalił mnie na kolana. Czytałem kolejne reportaże i nie wierzyłem własnym oczom. Alleluja! Jeszcze nie wszystko stracone! W niszczącej powodzi tabloidowej, infoteinmentowej i internetowej przetrwały jeszcze wysepki starego dobrego reportażu. Właściwie jest to ostatnia wysepka, nazwijmy ją Czerska Island, ale wygląda na to, że nie zamierza dać się zatopić. A może i inni pójdą tą drogą…?
Inni, idźcie tą drogą!

MaG

Przepraszam Panowie ! Naprawdę nie chciałem.

18-12-2009

No i się porobiło. Tydzień temu zamieściłem na naszym blogu wpis o tym, że nie spodobały mi się nieczyste zagrywki reklamowe “Przekroju”. Odzew był szybszy niż się spodziewałem i naczelnictwo tygodnika odchodzi. Aż mi głupio. Ja tylko chciałem zwrotu 1,33 zł, a tu od razu takie drastyczne ruchy kadrowe. Gdybym wiedział, że dojdzie do tak gwałtownych posunięć to jakoś bym przełknął to oglądanie reklam i siedział cicho. Zwłaszcza, że wszystko co pisał w “Przekroju” Bartek Chaciński bardzo lubiłem, a do naczelnego Jacka Kowalczyka też nic nie miałem, bo pismo było naprawdę dobre. Teraz po tym co się stało pewnie w ciągu najbliższych dni dostanę od Wydawnictwa Przekrój przekaz pocztowy na kwotę 1,33 zł, ale smak zwycięstwa będzie gorzki jako, że nie jestem pewny, w którą stronę pójdzie magazyn po odejściu naczelnictwa. Teraz to już w ogóle nie wiadomo jak będzie. No trudno. Stało się. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

Przepraszam Panowie ! Naprawdę nie chciałem !

PiJu

Oszustwo, którego (jako czytelnicy) nie pożądamy

10-12-2009

Mam prośbę do Wydawnictwa Przekrój o zwrot pobranej ode mnie nienależnie kwoty 1,33 zł. Suma ta została przeze mnie określona na podstawie wyliczeń związanych z podanymi poniżej szczegółami sprawy.

Otóż w dniu 8 grudnia 2009 r. w sklepie osiedlowym zakupiłem „Przekrój”, który w tym tygodniu okazał się jednak nie zwyczajnym cotygodniowym wydaniem, a katalogiem reklamowym. To, że zakupiłem nie „Przekrój” a „Katalog reklamowy Przekrój” okazało się jednak dopiero po uważnym przejrzeniu zawartości i nie było w żaden sposób zaanonsowane na okładce wydawnictwa.

W „Katalogu reklamowym Przekrój” jedną czwartą zawartości stanowiły nie treści redakcyjne, a zakamuflowana reklama ubrana w pseudo teksty, pseudo wywiady i pseudo informacje. Część tego katalogu reklamowego (kilkanaście stron) zajmowały „teksty” dotyczące technologii 3D. „Dziwnym” trafem w tej części znalazła się reklama spotu piwa Lech (dokładnie tak – nie jest to zwyczajny layout reklamowy, a po prostu zaproszenie do obejrzenia spotu reklamowego tego piwa zrealizowanego w technologii 3D) oraz pseudo-wywiad z twórcą tego spotu. Kolejnym reklamowanym towarem w tym trójwymiarowym miszmaszu jest wchodzący w grudniu na ekrany kin film Jamesa Camerona „Avatar” mający być początkiem ery trójwymiarowości w kinie. A wszystko to otoczone artykułami o technologii 3D, fotoreportażami różnych realizacji związanych z technologiami 3D i innymi tego typu działaniami mającymi na celu zamydlanie oczu czytelnikom gazety.

W „Katalogu reklamowym Przekroju” znalazły się również 4 strony reklamy urządzeń firmy Asus. Reklamy również nie oznaczonej jako reklama i mającej sprawiać wrażenie zwyczajnej treści redakcyjnej. Wsparte to jest dodatkowo klasyczną stroną reklamową na tylnej okładce katalogu.

Jako wierny czytelnik normalnego „Przekroju” czuję się po prostu oszukany. Toleruję reklamy w mediach gdyż zdaję sobie sprawę, że dzięki temu media te w ogóle do mnie docierają i mogę być ich odbiorcą. Czasem moja tolerancja na reklamę w prasie jest nadwyrężana, ale albo jest to zrobione w taki sposób, że nie podważa mojego zaufania do tego czy innego tytułu albo dotyczy to nieco innych tytułów niż „Przekrój”. Od „Przekroju” wymagałbym nieco więcej. Tylko tyle i aż tyle. Obserwowałem od jakiegoś czasu jak po zmianie wydawcy „Przekrój” zaczął obniżać loty, ale złożyłem to na karb okresu przejściowego i postanowiłem dać mu szansę jako czytelnik.

Teraz zaczynam się zastanawiać czy w przyszłym tygodniu udam się do sklepu po nowy numer. A dzieje się tak po raz pierwszy od wielu lat.

Tak czy owak mam nadzieję, że normalnie po ludzku Wydawnictwo Przekrój ureguluje wobec mnie czytelniczy dług w wysokości 1,33 zł. (PiJu)